Protest to szansa na poważną rozmowę

Arch. wł.

Protest jest oczywiście politycznym i wizerunkowym wyzwaniem dla strony publicznej, ale może też stać się zaproszeniem do nieco innej rozmowy. Choć postulatów finansowych nie da się zrealizować z dnia na dzień, to obrazują one całkiem realistycznie, jaka jest skala niedofinansowania sy-stemu ochrony zdrowia, co ma walor edukacyjny. 

Rząd staje przed dylematem, czy kolejny raz zdecydować się na znaną z ostatnich 30 lat strategię przygaszenia pożaru, czy wykorzystać potencjał protestu przedstawicieli zawodów medycznych do wzmocnienia systemu publicznego; protestujący wyraźnie sygnalizują, że chcą pracować w pu-blicznym systemie ochrony zdrowia. Co ważne, postulaty protestujących dotyczą doniosłych kwestii pozafinansowych: poprawy warunków i bezpieczeństwa pracy w sektorze publicznym. Szczególne znaczenie ma kwestia bezpieczeństwa pacjenta, ograniczenia godzin pracy medyków i reorganizacji systemu. Mamy pracowników, którzy wyraźnie deklarują –„chcemy pracować w sektorze publicznym, ale na innych zasadach”. To duża wartość protestu i doskonała okazja, by taką rozmowę na poważnie podjąć. 

Jeden z postulatów mówi o lekarzu jako funkcjonariuszu publicznym, co jest o tyle interesujące, że wydaje się on stać w sprzeczności z niechęcią wielu protestujących do określenia „służba zdrowia”. To określenie nie kojarzy się ze sprawnym i sprawiedliwym systemem, a jedynie z jednostronnym „szantażem etosem”, gdy od medyków, traktowanych jak pracujący na własne ryzyko najmici, w sytuacjach kryzysowych oczekuje się ofiarności. Protest jest okazją, żeby porozmawiać o tym, do czego model etosowy zobowiązuje stronę publiczną. Rozumienie ochrony zdrowia jako służby publicznej, zwłaszcza w kontekście pandemii i narastających braków kadrowych, wydaje się sensownym podejściem, wymagałoby jednak od strony publicznej dużych zmian, przede wszystkim zaprzestania praktyki oszczędzania na kosztach pracy. Pokazał to świetnie protest ratowników medycznych. Ratownicy pracujący w publicznym systemie ratownictwa medycznego są często zatrudniani na umowy cywilnoprawne, wielu prowadzi jednoosobową działalność gospodarczą. Czy rzeczywiście ratownik, który jedzie do zawału, jest przedsiębiorcą? Czy przedsiębiorca może być funkcjonariuszem publicznym? Dzięki protestowi do szerszej opinii publicznej docierają takie niespójności, od których wręcz roi się w systemie. Bycie funkcjonariuszem publicznym lepiej zresztą oddaje charakter pracy ratownika medycznego w podstawowym systemie zabezpieczenia szpitalnego, ale to powinno pociągać za sobą zatrudnienie na umowę o pracę, a więc i wyższe koszty pracodawcy, których obecnie strona publiczna nie musi ponosić.

Istotnym czynnikiem, który doprowadza do wypalenia zawodowego pracowników zawodów medycznych jest ponadnormatywny wymiar czasu pracy. Przez lata relatywnie niskie zarobki za godzinę zachęcały, a nawet zmuszały, do nadgodzin i zatrudnienia w kilku placówkach. W efekcie wytworzył się mechanizm, który pozwalał do pewnego momentu maskować braki kadrowe, dziś jednak grozi wprost bezpieczeństwu pacjentów i zmęczonego personelu medycznego. Znaczące podwyżki płac de facto będą oznaczać, że system zapłaci więcej po to, żeby ludzie mogli pracować mniej. Ale co zrobić z niedoborami kadrowymi? Natychmiast pojawia się pytanie o to, jak przekształcić system tak, aby przy obecnych zasobach kadrowych możliwe było zaspokojenie potrzeb zdrowotnych społeczeństwa. 

Stronę publiczną czeka zatem duża praca mająca na celu przebudowę systemu i nie jest to praca na tydzień, czy na dwa. Trzeba ją wykonać w porozumieniu z zawodami medycznymi, a protest paradoksalnie może być szansą na zmiany. Bez tego wzrosty nakładów nie dadzą oczekiwanych efektów, pozostając narzędziem wyciszania politycznie trudnych sytuacji.

Oczywiście wypracowanie konkretnych rozwiązań nie będzie proste dla żadnej ze stron, ujawni też rozbieżne wizje i interesy różnych grup, które w drodze trudnych czasem kompromisów trzeba będzie pogodzić. Nie jest przypadkiem, że nawet stary pomysł na wzmocnienie podstawowej opieki zdrowotnej po to, by w sposób bardziej kompleksowy zajmowała się pacjentami, odciążając częściowo ambulatoryjną opiekę specjalistyczną, która jest wąskim gardłem systemu, nie może doczekać się wcielenia w życie. Jednocześnie protest to doskonały moment, by wykorzystać energię medyków, rozpisać różne scenariusze. Protest jest szansą, by o tego typu problemach zacząć mówić na przykładzie konkretnych rozwiązań. Zamiast rozmawiać wyłącznie o płacach, należy powiązać planowany wzrost wynagrodzeń ze zmianą modelu pracy. Same podwyżki bez głębokiej reformy nie przełożą się na bardziej dostępny dla pacjentów system.

Niedosyt jakości

S.J. Mason, Wikipedia (CC BY-SA 2.0)

Aby zobrazować, jakie znaczenie ma kultura bezpieczeństwa, podzielę się własnym doświadczeniem. Idąc na studia lotnicze, marzyłem o projektowaniu maszyn latających. Nie zastanawiałem się wówczas, w jakich sytuacjach będą ulegać awariom, katastrofom i ile ludzkich żyć pochłoną. Wiosną 1980 r., kiedy byłem na drugim roku studiów, prof. Jerzy Maryniak, jeden z naszych mistrzów, przyniósł na wykład z mechaniki lotu ocalały z katastrofy środkowy panel kokpitu z zastygłymi manetkami przepustnic silników samolotu IŁ-62, który rozbił się w czasie podejścia na lotnisko Warszawa Okęcie. Było to dla mnie i setki moich kolegów z roku doświadczenie trudne do opisania. W katastrofie zginęło 77 pasażerów i 10 członków załogi. Widok powykręcanych blach leżących na katedrze pozostanie ze mną na zawsze. Mimo emocji nie rozpamiętywaliśmy jednak skali dramatu ani nie szukaliśmy winnych. Zamiast tego profesor rzeczowo wyjaśniał nam, co działo się z samolotem i jakie decyzje podejmowali piloci, sekunda po sekundzie, abyśmy mogli zrozumieć, co zaszło. Analizowaliśmy położenie manetek, dostępne dane. Tablice wypełniły wykresy parametrów lotu, rysunki trajektorii, wzory i obliczenia. Czy jest lepsza lekcja lotnictwa? Bo rzecz jasna nie tylko o mechanikę lotu tu chodziło.

Dlaczego przypominam tę historię?

Bo sednem pamiętnego wykładu prof. Maryniaka była właśnie kultura bezpieczeństwa ze wszystkimi jej komponentami – informowaniem, raportowaniem, dzieleniem się doświadczeniem i uczeniem się na błędach, sprawiedliwym traktowaniem i nieoskarżaniem, gotowością dostosowania do zmieniających się warunków. Działo się to w czasach, gdy pojęcie to dopiero się krystalizowało, dwie dekady przed opublikowaniem przez dr. Jamesa Reasona słynnej pracy o zarządzaniu ryzykiem związanym ze sposobem funkcjonowania organizacji. Mieliśmy zrozumieć, że nie wystarczy projektować samoloty o nadzwyczajnym pięknie i unikalnych parametrach. Muszą być przede wszystkim zaprojektowane w sposób gwarantujący maksymalne bezpieczeństwo załodze i podróżnym. Następnie należy je niezawodnie wykonać i zapewnić bezpieczną eksploatację. Tego nie da się osiągnąć, opierając się jedynie na procesach i procedurach, nawet najbardziej wymagających. Czy ktoś sądzi, że w biurze konstrukcyjnym Iljuszyna nikt nie zastanawiał się nad bezpieczeństwem konstrukcji lotniczych, a w zakładach, które wyprodukowały feralny silnik Kuzniecow NK-8-4, nie było norm produkcyjnych? Czy po stronie przewoźnika nie było standardowych procedur operacyjnych? Oczywiście, że były. Problem nie leży w braku procedur, ale w ich jakości i przestrzeganiu. Fundamentem jest natomiast kultura bezpieczeństwa. Jej brak to krytyczny błąd tak w lotnictwie, jak i w medycynie.

Normy oderwane od kultury
Wydaje się, że projekt ustawy o jakości w opiece zdrowotnej i bezpieczeństwie pacjenta nie uwzględnia tej zależności. Tworząc wiele warunków i norm postępowania mających gwarantować jakość, pomija kulturę bezpieczeństwa – najważniejszy komponent jakości. Choć o roli kultury bezpieczeństwa można przeczytać w każdym poważnym opracowaniu poświęconym jakości opieki zdrowotnej, nie znajdziemy jej definicji czy odwołania do niej w projekcie ustawy. Nie wspomniano o niej w uzasadnieniu, a w ocenie skutków regulacji pojawia się jedynie jako jeden z oczekiwanych skutków ustawy, choć de facto powinien to być środek, a nie skutek. Jest tak, jakby autorzy proponowanych rozwiązań przyjęli, że wystarczy stworzyć system oceny, raportowania i nadzoru, zbiór norm i procedur, który w połączeniu z nieopisanym jeszcze systemem finansowego i kontraktowego premiowania jakości zapewni, że jakość opieki i bezpieczeństwo pacjenta staną się żywotnym celem systemu jako takiego i każdego świadczeniodawcy z osobna. To tak nie działa, a przynajmniej nie zadziałało w lotnictwie, energetyce jądrowej, przemyśle chemicznym, wydobywczym czy innych sektorach gospodarki.

To prawda, że kultura bezpieczeństwa z trudem poddaje się kodyfikacji, ale nie jest prawdą, że można jej kodyfikację całkowicie pominąć.

Minimum minimorum, które powinno było znaleźć się w projekcie ustawy, to definicja kultury bezpieczeństwa, zobowiązanie do jej kształtowania i promowania na każdym szczeblu systemu, od regulatora począwszy, zbiór działań służących temu celowi, uwzględnienie jej w dorocznych raportach jakości oraz w standardzie akredytacji, chociażby poprzez pytanie o to, czy podmiot dokonuje regularnego pomiaru jej dojrzałości i podejmuje działania zwiększające tę dojrzałość.

Literatura na temat kultury bezpieczeństwa i dowody potwierdzające jej rolę w ochronie zdrowia idą jednak dalej. Tylko jeden przykład: plan działań WHO na rzecz eliminacji szkód możliwych do uniknięcia w opiece zdrowotnej z 2021 r. przypomina, że bezpieczeństwo pacjenta warunkują „ramy zorganizowanych działań, które tworzą kulturę, procesy, procedury, zachowania (postawy), technologie i otoczenie w opiece zdrowotnej, które konsekwentnie i trwale obniżają ryzyko, ograniczają występowanie możliwych do uniknięcia szkód, zmniejszają prawdopodobieństwo wystąpienia błędów i ograniczają wpływ tych szkód, jeśli już do nich dojdzie”. Projekt ustawy co prawda tworzy warunki do rozwoju sprzyjających bezpieczeństwu procedur, procesów i technologii, a częściowo także postaw (zgłaszanie zdarzeń) i otoczenia (ocena jakości dokonywana przez pacjentów), jednak całkowicie pomija kwestie kultury.

Trudne narodziny bezpieczeństwa
Czy jest to faktycznie tak trudne w kodyfikacji? Opis zadań związanych z kulturą bezpieczeństwa nie odbiegałby poziomem trudności od niespecyficznej listy zadań wymienionej w art. 18 ust. 2 projektu ustawy, do których realizacji podmiot leczniczy jest zobowiązany w związku z prowadzeniem wewnętrznego systemu zapewnienia jakości i bezpieczeństwa. W szczególności dotyczy to tak niespecyficznych obowiązków, jak prowadzenie działań niezbędnych do poprawy jakości (p. 5), identyfikacja priorytetów obszarowych (p. 11) czy wdrażanie działań niezbędnych do poprawy jakości (p. 12).

Nawet jeśli przyjąć, że składniki kultury bezpieczeństwa pojawią się spontanicznie wśród liderów systemu i będą następnie powielane przez pozostałych jego uczestników motywowanych do tego premiami finansowymi, to wydaje się, że taki wolnorynkowy model wzrostu jakości nie przystaje do doświadczeń innych krajów. Należy także pamiętać, że przy braku wzorców dobrych praktyk dla wewnętrznego systemu zapewnienia jakości i bezpieczeństwa nie można wykluczyć, że powstające systemy będą skażone dążeniem do minimalizacji niezgodności. Artykuł 26 projektu ustawy, który teoretycznie ma temu zapobiegać, mówi jedynie o minimalnych wymaganiach dla wewnętrznego systemu zapewnienia jakości i bezpieczeństwa oraz oceny jego skuteczności, a nie o jego docelowych cechach, wzorcach czy dobrych praktykach […].

Artykuł w całości zostanie opublikowany w „Menedżerze Zdrowia” 7–8/2021. Czasopismo można zamówić na stronie: www.termedia.pl/mz/prenumerata.

Przebieg prac nad projektem ustawy możesz śledzić na stronie Rządowego Centrum Legislacji.

Strategiczny zawrót głowy

Andrea Piacquadio

Wysoka temperatura nie tylko na termometrach, ale także w ochronie zdrowia. Ostatnie miesiące to czas konsultacji strategii wyznaczających priorytety w ochronie zdrowia w Polsce oraz unijnych dokumentów, które mają zapewnić finansowanie celów strategicznych. Na próżno szukać w nich jednak konkretów, spójności i logiki.

Ministerialni urzędnicy niewątpliwie wykonali tytaniczną pracę opracowując strategiczne założenia na kolejne lata. Setki stron dokumentów skierowanych w ostatnim czasie do konsultacji przyprawiają o ból głowy nawet ekspertów, o tzw. zwykłym Kowalskim nie wspominając. W strategiach opracowanych przez poszczególne resorty trudno rozeznać się nawet specjalistom. Jedno jest pewne – w każdej z nich pojawia się aspekt opieki zdrowotnej. Brakuje jednak jednego, spójnego dokumentu, który spajałby zapisy poszczególnych strategii w całość i który jasno określałby cele strategiczne z obszaru ochrony zdrowia. Po wczytaniu się w poszczególne dokumenty pojawiają się wątpliwości czy zapanują nad nimi ci, którzy mają wcielać je w życie.

Do analizy wybraliśmy jeden z aspektów – priorytetowe dziedziny medycyny. To przecież ich wybór jest kluczowy dla pozyskania finansowania chociażby z unijnych funduszy. Tymczasem w ministerialnych strategiach albo ich brak, albo wydają się nie wyczerpywać potrzeb starzejącego się społeczeństwa – dodatkowo nie pokrywają się z dokumentami, które mają zagwarantować finasowanie z funduszy UE.

W jakich zatem dokumentach strategicznych pojawia się aspekt ochrony zdrowia i w jakim zakresie?

Strategia na rzecz Osób z Niepełnosprawnościami 2021–2030”.  Została opublikowana w Dzienniku Ustaw 25 lutego 2021 r. W strategii dużo mówi się o poprawie dostępności i jakości świadczeń zdrowotnych   dla   osób z niepełnosprawnościami, w szczególności do koordynowanej opieki zdrowotnej, z uwzględnieniem opieki neonatologicznej lub pediatrycznej, o dzieci z niepełnosprawnościami lub zagrożone trwałymi ograniczeniami sprawności, a także o konieczności poprawy dostępności do opieki ginekologiczno – położniczej dla kobiet niepełnosprawnych. W strategii czytamy m.in., że „Podejmowane będą działania profilaktyczne polegające na wykonywaniu badań przesiewowych noworodków, w pierwszych dobach ich życia, w celu wykrycia choroby wrodzonej i rozpoczęcia odpowiedniego leczenia przed pojawieniem się objawów klinicznych choroby. Równocześnie przewiduje się prowadzenie działań profilaktycznych przez zastosowanie diagnostyki i wewnątrzmacicznej terapii płodu, która stwarza nowy system opieki nad ciężarną i płodem, tak aby oznaką prawidłowego leczenia było zabranie do domu zdrowego dziecka – home taken baby”.

Strategia zakłada także rozwój profilaktyki w zakresie wczesnego rozpoznawania i leczenia, ukierunkowanego na przeciwdziałanie schorzeniom będącym najczęstszą przyczyną dezaktywizacji zawodowej z powodu stanu zdrowia, tj.: choroby układu krążenia, choroby nowotworowe, problemy zdrowia psychicznego i zaburzenia zachowania, choroby układu kostno-stawowego i mięśniowego, choroby układu oddechowego. Rekomendacje dotyczące wdrożenia modelu kompleksowej rehabilitacji mają zostać opracowane po 2022 r.

Tymczasem z „Rocznika statystycznego ubezpieczeń społecznych 2015-2017” Zakładu Ubezpieczeń Społecznych wynika, że wśród przyczyn orzeczeń pierwszorazowych wydanych przez lekarzy orzeczników dla celów rentowych w 2017 r. osobom całkowicie niezdolnym do pracy i samodzielnej egzystencji oprócz nowotworów, chorób układu krążenia i zaburzeń psychicznych wysokie miejsce zajmują choroby oka i przydatków oka. Mimo to, w „Strategii na rzecz Osób z Niepełnosprawnościami 2021–2030” nie znajdziemy okulistyki jako jednej z dziedzin uznawanych za priorytetowe.

ZUS

Ryc. 1. Orzeczenia pierwszorazowe wydane prze lekarzy orzeczników dla celów rentowych w 2017 r. wegług wybranych grup chorobowych, stopnia niezdolności do pracy o płci osób badanych (Strategia na rzecz Osób z Niepełnosprawnościami 2021–2030, ZUS)

Z kolei z raportu „Codzienność z reumatoidalnym zapaleniem stawów” wynika, że co trzeci chory na reumatoidalne zapalenie stawów musi rezygnować z pracy. Tymczasem reumatologia także nie została uznana w strategii za priorytet. Możemy się tylko domyślać, że mieści się z kategorii – „choroby układu kostno-stawowego i mięśniowego”.

Projekt krajowej strategii rozwoju i deinstytucjonalizacji usług w Polsce do 2040 roku – obszar dzieci, młodzież, rodzina”. To kolejny dokument, tym razem opracowany przez organizacje pozarządowe na zaproszenie Ministerstwa Rodziny, Pracy i Polityki Społecznej.  W grudniu 2020 r.  został przekazany Marlenie Maląg – Minister Rodziny i Polityki Społecznej, a także innym ministerstwom, których polityka jest kluczowa dla powodzenia procesu deinstytucjonalizacji usług dla dzieci i młodzieży, w tym do Ministerstwa Zdrowia oraz Ministerstwa Edukacji i Nauki. Działania w obszarze zdrowia proponowane w dokumencie to wsparcie dla osób z problemami zdrowia psychicznego oraz szczególne formy geriatrycznej opieki zdrowotnej w środowisku.

Dokument opracowany niejako pod patronatem Pawła Wdówika, Pełnomocnika Rządu do Spraw Osób Niepełnosprawnych, odszedł w zapomnienie. Minister Rodziny i Polityki Społecznej Marlena Maląg skierowała bowiem do konsultacji „Strategię rozwoju usług społecznych(konsultacje trwają do 16 lipca 2021 r.). W dokumencie proponuje się deinstytytucjonalizację usług społecznych skierowanych do osób starszych, z niepełnosprawnościami i przewlekle chorych, czyli przeniesienie ciężaru realizacji usług na poziom usług świadczonych w miejscu zamieszkania. Ma to dotyczyć zarówno usług społecznych, jak i zdrowotnych. „Usługi skierowane do tej grupy osób skoncentrowane będą na środowisku zamieszkania, a zakres działalności instytucji opieki całodobowej zostanie ograniczony do niezbędnego minimum i występuje tylko i wyłącznie wtedy, gdy jest konieczna i jest wyborem dokonanym przez odbiorcę usług, bez żadnej determinanty w postaci braku alternatywnych form opieki” – czytamy w strategii.

MRPS

Ryc. 2. System opieki długoterminowej (Strategia Rozwoju Usług Społecznych, MRPS)

Jeśli chodzi o usługi społeczne na rzecz osób z zaburzeniami psychicznymi, proponowane działania to m.in. koordynacja systemu realizacji usług społecznych z usługami zdrowotnymi poprzez rozwój działalności centrów zdrowia psychicznego, czy rozwój usług opiekuńczych specjalistycznych.

W konsultacjach jest także obecnie „Strategia Demograficzna 2040, nastawiona z kolei na „rozwój kompleksowej profilaktyki i leczenia osób w wieku przedrozrodczym i rozrodczym w zakresie wpływającym na zdolność do poczęcia i urodzenia dziecka przez matkę w sposób nie wpływający negatywnie na jej zdrowie psycho-fizyczne, a także rozwój kompleksowej profilaktyki i leczenia dzieci w wieku prenatalnym i w okresie niemowlęcym. Szczególnym obszarem zainteresowania powinna być profilaktyka i leczenie osób w młodym wieku”. W strategii mówi się także o konieczności zmniejszenia skali porodów poprzez cesarskie cięcia czy wsparciu rodziców w przypadkach szczególnych – w tym poronienia, powikłań, urodzenia dziecka chorego. Kolejny cel to rozwój diagnostyki i terapii prenatalnej oraz psychologii prenatalnej, w tym zwiększenie trafności diagnostyki chorób dziecka w wieku prenatalnym, a także upowszechnienie wysokospecjalistycznej opieki medycznej nad parami niepłodnymi, w tym powołanie modelowego centrum leczenia niepłodności.

Omówione wyżej strategie skupiają się przede wszystkim na opiece nad seniorami, osobami niepełnosprawnymi, opiece ginekologiczno – położniczej i neoneatologii.

Wydawać by się mogło, że zapisy poszczególnych, ministerialnych strategii powinna spajać „strategia na strategiami” – skierowany pod koniec czerwca do konsultacji publicznych dokument „Zdrowa przyszłość. Ramy strategiczne rozwoju systemu ochrony zdrowia na lata 2021-2027, z perspektywą do 2030 r.”, który jest kontynuacją „Policy Paper dla ochrony zdrowia na lata 2014-2020”. Jest wymagany przez Komisję Europejską jako warunek wydatkowania środków europejskich.

Na tronie 202 dokumentu czytamy, że „Wychodząc naprzeciw potrzebom wynikającym z obecnej sytuacji epidemiologiczno-demograficznej, działania realizowane w ramach przedmiotowego narzędzia powinny służyć przede wszystkim wsparciu infrastrukturalnemu podmiotów   leczniczych   oraz współpracujących z nimi komórek organizacyjnych/ funkcjonalnych udzielających świadczeń z zakresu:

  • chorób onkologicznych;
  • chorób układu krążenia (w tym chorób naczyń mózgowych);
  • chorób psychicznych i zaburzeń zachowania;
  • chorób zakaźnych
  • chorób układu oddechowego;
  • anestezjologii i intensywnej terapii;
  • pediatrii i szeroko pojętego leczenia dzieci;
  • ginekologii i położnictwa;
  • geriatrii;
  • opieki długoterminowej, paliatywnej, hospicyjnej;
  • rehabilitacji leczniczej;
  • ambulatoryjnej opieki specjalistycznej.

Zgodnie z zapisami Policy Paper na lata 2014-2020 przedsięwzięcia infrastrukturalne były realizowane w projektach z zakresu 5 głównych grup chorób:

  1. układu krążenia;
  2. nowotworowe;
  3. zaburzenia psychiczne i zaburzenia zachowania;
  4. układu kostno-stawowego i mięśniowego;
  5. układu oddechowego oraz problemów zdrowotnych specyficznych dla danych obszarów, w szczególności w zakresie ginekologii, położnictwa, neonatologii, pediatrii, geriatrii, opieki długoterminowej, opieki paliatywnej i hospicyjnej.

W tym samym dokumencie czytamy, że do 2030 roku przewiduje się wsparcie podmiotów   leczniczych udzielających świadczeń zdrowotnych, w szczególności w zakresie: ginekologii, położnictwa, neonatologii, pediatrii, geriatrii, opieki długoterminowej oraz opieki paliatywnej i hospicyjnej.

Patrząc na wymienione w dokumencie dziedziny medycyny, które będą traktowane priorytetowo oraz na omówione wyżej strategie przygotowane przez poszczególne ministerstwa ponownie nasuwa się pytanie: co się stało z okulistyką, profilaktyką zdrowotną, czy reumatologią. Choroby wzroku związane ze starzeniem się społeczeństwa, takie jak chociażby zaćma, będą coraz bardziej powszechne, a nieleczone prowadzą do niepełnosprawności. Podobnie jak choroby reumatyczne, które często wykluczają chorych z życia zawodowego. Nie ma o nich jednak mowy ani w strategiach dotyczących osób starszych czy niepełnosprawnych, ani w strategii Ministerstwa Zdrowia „Zdrowa Przyszłość”.

Dodatkowo, po macoszemu traktowana jest podstawowa opieka zdrowotna. W strategii „Zdrowa Przyszłość czytamy o „wzmocnienie roli podstawowej opieki zdrowotnej i ambulatoryjnej opieki specjalistycznej poprzez wdrażanie kompleksowych rozwiązań i skoordynowanie działań w obu zakresach”. Ale co to dokładnie znaczy?

O priorytetach w ochronie zdrowia mówi także Rozporządzenie Ministra Zdrowia z dnia 30 czerwca 2020 r. w sprawie określenia priorytetowych dziedzin medycyny. Według rozporządzenia priorytetowymi dziedzinami medycyny są: anestezjologia i intensywna terapia; chirurgia dziecięca; chirurgia ogólna; chirurgia onkologiczna; choroby wewnętrzne; choroby zakaźne; geriatria; hematologia; kardiologia dziecięca; medycyna paliatywna; medycyna ratunkowa; medycyna rodzinna; neonatologia; neurologia dziecięca; onkologia i hematologia dziecięca; onkologia kliniczna; patomorfologia; pediatria; psychiatria; psychiatria dzieci i młodzieży; radioterapia onkologiczna; stomatologia dziecięca. Tylko część z nich znalazła się w ministerialnych strategiach i dokumencie „Zdrowia Przyszłość”.

Aby strategie mogły zostać zrealizowane, potrzebne są fundusze. Ostatnie miesiące to intensywne konsultacje unijnych dokumentów, które mają zapewnić finansowanie także celów strategicznych wyznaczonych przez rządzących w obszarze ochrony zdrowia. Część konsultacji już się zakończyła.

Jeden z kluczowych dokumentów przygotowanych przez Ministerstwo Funduszy i Polityki Regionalnej jest Program Fundusze Europejskie na Infrastrukturę, Klimat, Środowisko 2021-2027 (FEnIKS), który stanowi kontynuację dwóch wcześniejszych programów Infrastruktura i Środowisko 2007-2013 oraz 2014-2020. Uwagi do Programu można zgłaszać do 18 lipca br., a jego budżet to ponad 25 mld euro. Na zdrowie w programie zarezerwowano 700 mln euro, czyli około 3 mld zł. Z dokumentu dowiadujemy się, że w ramach programu FEnIKS unijne wsparcie będzie skierowane głównie do „wybranych  podmiotów  leczniczych,  w  szczególności  udzielających  świadczeń  zdrowotnych  w zakresie     ambulatoryjnej     opieki     zdrowotnej,     opieki     szpitalnej,     podmiotów     leczniczych wyspecjalizowanych  w  zakresie  onkologii,  podmiotów udzielających  świadczeń  w  zakresie  opieki psychiatrycznej, w szczególności  dla  dzieci  i  młodzieży  oraz  systemu  ratownictwa  medycznego,  oraz pacjentów korzystających z infrastruktury ww. podmiotów”.

Celem programu jest także „zapewnianie równego dostępu do opieki zdrowotnej i wspieranie odporności systemów opieki zdrowotnej, w tym podstawowej opieki zdrowotnej, oraz wspieranie przechodzenia od opieki instytucjonalnej do opieki rodzinnej i środowiskowej. Kolejnym ważnym elementem zmian w systemie ochrony zdrowia są zmiany podejmowane w dwóch kluczowych obszarach – podstawowej opieki zdrowotnej (POZ) ze szczególnym naciskiem na rozwój profilaktyki oraz ambulatoryjnej opieki specjalistycznej (AOS). Ponadto, interwencje realizowane w ramach systemu ochrony zdrowia skupiają się na wzmocnieniu działań na rzecz przekierowania   większej   liczby   świadczeń   zdrowotnych   z   poziomu  leczenia szpitalnego na niższe poziomy – w szczególności ambulatoryjnej opieki specjalistycznej, w tym świadczeń i zabiegów wykonywanych w ramach tzw. „jednego dnia”.

W dokumencie nie wymienia się natomiast żadnej z priorytetowych dziedzin medycyny ujętej w rozporządzeniu ministra zdrowia ani wymienionej w strategii „Zdrowa Przyszłość”. Dużo tu ogólników, a mało konkretów.

Środki na zdrowie zarezerwowano także w Programie Fundusze Europejskie dla Rozwoju Społecznego 2021-2027 (FERS). To następca Programu Wiedza Edukacja Rozwój (POWER) z budżetem ponad 4 mld euro. Konsultacje dokumentu zakończyły się 9 lipca.

Z dokumentu dowiadujemy się, że w ramach środków unijnych wspierane będą działania profilaktyczne skierowane głównie do grup największego ryzyka, skupiające się na przeciwdziałaniu chorobom cywilizacyjnym będącym najczęstszym powodem dezaktywizacji zawodowej z przyczyn zdrowotnych (choroby układu krążenia, choroby nowotworowe, choroby (zaburzenia) psychiczne, choroby układu kostno-stawowo-mięśniowego oraz choroby układu oddechowego). Działania profilaktyczne zostaną powiązane z profilaktyką trzeciorzędową, tj. rehabilitacją przeciwdziałającą dezaktywizacji zawodowej.

I tu znów pojawia się pytanie – co z okulistyką i reumatologią?

Ogólnikowo mówi się o wzmocnieniu roli POZ. „Planowane są działania w zakresie wzmocnienia dojrzałości placówek podstawowej opieki zdrowotnej do organizacji opieki koordynowanej. Opracowane i pilotażowo wdrożone zostaną nowe formy opieki koordynowanej z zakresu rehabilitacji oraz opieki dla kobiet w ciąży z cukrzycą. Działania będą skupione na wsparciu podstawowej opieki zdrowotnej, ambulatoryjnej opieki specjalistycznej oraz zdeinstytucjonalizowanych form opieki zdrowotnej, co przyczyni się do odwrócenia piramidy świadczeń oraz zwiększenia dostępności do opieki zdrowotnej”.

W dokumencie pojawia się hasło: „Dzięki sprawnie działającym podmiotom leczniczym zostanie wzmocniony potencjał całego sektora ochrony zdrowia”, przypominające hasła rodem z PRL.

Dokumenty programowe dotyczące unijnych funduszy spaja „Umowa Partnerstwa na lata 2021-2027”, która określa strategię wykorzystania funduszy europejskich w ramach polityk unijnych. W Umowie Partnerstwa czytamy, że kluczowym dokumentem w obszarze zdrowia na poziomie krajowym będzie polityka publiczna przygotowana przez Ministerstwo Zdrowia – Policy Paper dla obszaru zdrowia na lata 2021-2027 wraz z mapą potrzeb zdrowotnych oraz plany transformacji w obszarze zdrowia –zarówno na poziomie krajowym, jak i na poziomie regionalnym. Umowa Partnerstwa przewiduje m.in. działania na rzecz: wspierania dostępności do wysokiej jakości usług zdrowotnych, w szczególności w priorytetowych dziedzinach medycyny lub dziedzinach wynikających z potrzeb epidemiologicznych, zidentyfikowanych na poziomie kraju lub województwa.

Pytanie tylko w których priorytetowych dziedzinach medycyny – tych ze strategii „Zdrowa Przyszłość”, Rozporządzenia Ministra Zdrowia z dnia 30 czerwca 2020 r. w sprawie określenia priorytetowych dziedzin medycyny, czy może tych zdawkowo wymienionych w programach unijnych FEnIKS i FERS, a może z ministerialnych strategiach?

Bałagan, chaos i brak spójności – tak można podsumować cele dotyczące ochrony zdrowia ujęte w poszczególnych dokumentach. Każdy z nich stawia nacisk na nieco inne aspekty, wyznacza nieco inne priorytety, traktuje ochronę zdrowia z różnych perspektyw, skupiając się głównie na ocenie obecnej sytuacji i ogólnikach dotyczących przyszłości. Brakuje natomiast scalenia celów w całość, zunifikowania priorytetów, a bez tego trudno oczekiwać efektywnego wprowadzania ich w życie.

Reforma szpitali – błąd w założeniach.

Ben Hershey (Unsplash)

To nie jest dokument, który może satysfakcjonować. Dobrze jednak, że powstał. Jego słabością nie jest tak krytykowana jakość merytoryczna czy metodyczna. Przeciwnie, pod wieloma względami należy docenić, że autorzy nazwali problemy sektora, przedstawili wariantowe rozwiązania, dokonali analizy ryzyka, pokazali obszary niepewności. To byłaby nowa jakość w kształtowaniu prawa w Polsce, gdyby nie błąd krytyczny popełniony na etapie założeń. Reforma szpitali nie może bowiem być podporządkowana dyskusji ich sytuacji ekonomiczno-finansowej. Równie istotne są kwestie jakości i dostępności, a te w przedstawionym opracowaniu zostały potraktowane nader skrótowo, jeśli nie wręcz marginalnie.

W kwestii dostępności świadczeń kategoryzacja szpitali, które ma być głównym instrumentem reformy, przywołuje zgodność z mapami potrzeb zdrowotnych. Jednak rzeczywistość ostatnich lat pokazała, że dowiedzenie zgodności z mapami potrzeb zasadniczo nie było problemem przy tej skali deficytu opieki. Silniejszy okazywał się partykularyzm właścicielski podszyty kontekstem politycznym niż faktyczna zgodność z mapami potrzeb. Obyśmy się nie zdziwili, gdy po wdrożeniu proponowanej reformy, te najbardziej dublujące ofertę szpitale, z silnymi politycznie właścicielami lub poczynionymi znaczącymi, ale chybionymi inwestycjami, za którymi kryje się odpowiedzialność polityczna, znajdą się w grupie „A”, czyli szpitali niekwalifikujących się do restrukturyzacji. Oby nie zdarzyło się jeszcze coś gorszego, gdy o przynależności do danej grupy będzie decydować zabarwienie polityczne podmiotu tworzącego. Opierając się na mapach potrzeb wykluczyć tego niestety nie można.

Aby ograniczyć takie ryzyko konieczny jest polityczny konsensus oparty na merytorycznych podstawach. Jego źródłem powinny być obiektywne Plany Transformacji szpitali (mapy świadczeń) wypracowane w dialogu z interesariuszami. Wykorzystywany w opracowaniu termin „dopasowanie profilem do potrzeb regionalnych” nie może być sprowadzony do koncentracji świadczeń, gdyż w miejscach ich dekoncentracji musi zostać stworzona alternatywna oferta odpowiadająca potrzebom i ambicjom lokalnych społeczności. Jej wypracowanie to bez porównania trudniejsze zadanie niż ocena sytuacji ekonomicznej. W opracowaniu tylko w dwóch miejscach wspomina się o Planach Transformacji. Tymczasem to one powinny być kluczowym narzędziem reorganizacji systemu świadczeń. Skoro autorzy zrezygnowali z rekomendowania wariantów siłowych, sformułowanie takich planów w stosunku do najbardziej problematycznych szpitali nie będzie możliwe bez dialogu i konsensusu. Dyskusji tego elementu w opracowaniu zabrakło.

O ile jeszcze kwestia dostępności daje nadzieje, że w pewnym choć nie najistotniejszym obszarze może się powieść (głównie w relacji do szpitali powiatowych, o słabej kondycji, z rozdrobnioną strukturą świadczeń), o tyle dyskusja jakości pozostawia wiele do życzenia. Owszem, z koncentracją świadczeń koreluje pod pewnymi założeniami kondycja finansowa i jakość opieki. Jednak w ogólności zależność ta nie jest regułą. Możemy spotkać się ze szpitalami ratującymi kondycję finansową wysoko wycenionymi procedurami, oferującymi kiepską jakość przy w sumie znośnych wynikach. Nawet można próbować bronić tezy, że odpowiadają na potrzeby, ale czy z tego powodu mają trafić do kategorii „A”? Możemy także spotkać szpitale gwarantujące dobrą jakość w wąskich obszarach kosztem innych, gdzie generalnie nie chcielibyśmy być leczeni. Wreszcie nie można wykluczyć sytuacji, w której dobre wyniki finansowe są skutkiem nadmiernych oszczędności przekładających się na jakość opieki i warunki pracy. Rzeczywistość jest bardziej złożona niż zakładają autorzy opracowania. Sytuacja ekonomiczno-finansowa szpitala nie może być dominującym elementem jego oceny. Jeśli przejrzeć zadania Agencji Rozwoju Szpitali, poza potencjalnym wpływem na jakość inwestycji i certyfikacją kadr zarządzających, nie ma tu słowa o jakości. Dla jasności, Agencja sama nie musi badać jakości, jednak powinna ją brać pod uwagę przy kategoryzacji szpitali.

Obiektywnie mierzona jakość powinna odgrywać tę samą rolę przy kategoryzacji szpitali co ich sytuacja finansowa.

Zamiast czterech kategorii szpitali rozpiętych na osi finansów widziałbym ich macierz rozpiętą na dwóch osiach – finansów oraz jakości. Kwestie dostępności pozostawiłbym natomiast uzgodnieniom w ramach konsensusu planów transformacji. Polityka nie tylko w Polsce wygrywa z matematyczną logiką.

Dlaczego więc mimo tak istotnych uwag do opracowania nie przyłączam się do chóru jego krytyków? Ba! Dlaczego staram się dostrzegać jego dobre strony? Czynię tak, gdyż wierzę, że dyskusja ma sens a kontestacja prowadzi jedynie do polaryzacji. Traktuję to opracowanie jako głos regulatora otwierający dyskusję, a nie ją zamykający. I pragnę wierzyć, że się nie mylę.

Otwarta dyskusja przywódców państw Europy o problemach i przyszłości Wspólnoty

2021Portugal.eu

Za nami Szczyt Socjalny w Porto, zorganizowany przez prezydencję portugalską w dniach 7 i 8 maja 2021 r. Efektem szczytu jest Deklaracja z Porto, a owocem odbywającego się w sobotę nieformalnego spotkania przywódców państw europejskich porozumienie dotyczące patentów na szczepionki przeciw COVID-19. Europa bardziej socjalna i nastawiona na młodych, przywódcy europejscy otwarcie mówiący o problemach swoich krajów, a na drugim biegunie premier Mateusz Morawiecki stawiający za wzór stworzony przez jego rząd system społeczny – tak można podsumować spotkanie w Porto.

W pierwszym dniu szczytu w piątek odbywały się m.in. panele dyskusyjne z udziałem przywódców państw europejskich. W jednym z nich dotyczącym kwestii pracy i zatrudnienia wziął udział premier Mateusz Morawiecki. Jeszcze przed wylotem do Porto premier zapowiedział, że udaje się na Szczyt „nie tylko żeby dyskutować o problemach ogólnoeuropejskich, ale także po to, żeby zaprezentować nasz model społeczny”. I ten cel rzeczywiście zrealizował. Czy jednak o to właśnie chodziło?

Szczyt w Porto nastawiony był na zupełnie inne cele. Po raz pierwszy przywódcy państw europejskich otwarcie, nie za zamkniętymi drzwiami, przy obecności kamer i transmisji internetowej na żywo, rozmawiali ze sobą o problemach, jakie dostrzegają w Europie.

Pierwszy dzień szczytu zdominowały dyskusje jak pogodzić prawa wolnego rynku z potrzebami pracowników i pracodawców, zapewnić obywatelom UE wsparcie w odnalezieniu się na rynku pracy, dostosowaniu się do jego wymagań dzięki szeroko pojętej edukacji, gwarantując jednocześnie bezpieczeństwo socjalne i zdrowotne, czy bezpieczeństwo w miejscu pracy. Zwracano także uwagę na konieczność zapewnienia praw pracowniczych osobom samozatrudnionym.

Przewodnicząca Komisji Europejskiej Ursula von der z wielkim zaangażowaniem i troską podkreślała, że szczególnie istotna jest walka z ubóstwem wśród dzieci. A jak to osiągnąć? – zapewnić miejsca pracy rodzicom, zadbać o profesjonalne placówki opiekuńcze, zapewnić dzieciom dostęp do edukacji i opieki zdrowotnej, możliwości uprawiania sportu, kontaktów z rówieśnikami. Szefowa Komisji Europejskiej podkreślała, że dzieci i młodzież to przyszłość Europy. „Nie możemy już wracać do tego, co było. Musimy pójść krok na przód” – mówiła Ursula von der Leyen. Szefowa Komisji Europejskiej podkreślała, że Europa potrzebuje jasnych, „mierzalnych” celów, bo tylko to pozwoli na efektywne działania.

Szefowa Komisji Europejskiej słusznie zwróciła uwagę, że Europa była w piątek jedynym miejscem na świecie, gdzie przywódcy krajów i instytucji europejskich tak otwarcie dyskutowali o przyszłości i problemach Europy, bez względu na opcje czy poglądy polityczne, zaangażowani w sprawy swoich obywateli, skupieni na jednym celu, jakim jest budowanie Europy socjalnej.

Na tym tle wystąpienie premiera Mateusza Morawieckiego zdecydowanie odbiegało od atmosfery wystąpień innych przywódców państw Europy. Premier skupiał się na sprawach politycznych i gospodarczych. Podkreślał, że Polska doskonale poradziła sobie z pandemią, bezrobocie spadło z 20 do 3 procent, a dzięki zainwestowaniu 10% PKB w pomoc finansową dla firm, wiele z nich uniknęło negatywnych skutków pandemii. Słuchając premiera można było odnieść wrażenie, że Polskę omijają problemy wymieniane na Szycie jako kluczowe. Wyraźnie rozmijało się to z narracją przywódców innych krajów EU, które zdecydowanie lepiej poradziły sobie z kryzysem wywołanym pandemią, a mimo to dostrzegają wiele obszarów wymagających zdecydowanych działań.

„Szczyt w Porto to szczyt społeczny. Mogę z dumą powiedzieć, że wiele państw pyta nas o nasze rozwiązania. Przedstawiamy nasze programy społeczne jako podstawę naszego solidarnego modelu, u podstaw którego stało walka z mafiami VAT-owskimi. Gratulowano nam, że Sejm przyjął Krajowy Plan Odbudowy. Czekamy na jego ratyfikację, bo wtedy będziemy mogli użyć tych środków. Niech za tym kryją się dwa główne cele – tworzenie miejsc pracy i godne wynagrodzenia dla pracowników” – mówił Mateusz Morawiecki. Pytanie czy Krajowy Plan odbudowy rzeczywiście zrealizuje te wszystkie cele, o których dziś dyskutowali przywódcy europejscy.

W piątek późnym wieczorem uczestnicy Szczytu Socjalnego w Porto podpisali Deklarację z Porto, którą premier Portugalii Antonio Costa przekazał szefowi Rady Europejskiej Charles’owi Michelowi.

W deklaracji jej sygnatariusze zobowiązali się wypełnić trzy główne cele do 2030 r. określone w planie działania Komisji dotyczącym Europejskiego filaru praw socjalnych:

  • co najmniej 78 proc. osób w wieku 20–64 lat powinno mieć zatrudnienie
  • co najmniej 60% wszystkich dorosłych powinno co roku uczestniczyć w szkoleniach
  • liczba osób zagrożonych ubóstwem lub wykluczeniem społecznym powinna zmaleć o co najmniej 15 mln, w tym o co najmniej 5 mln dzieci

„Deklaracja zaangażowania z Porto jest zobowiązaniem na przyszłość oraz wyrazem nadziei. Dochodzimy dziś do wniosku, społeczeństwa będą bardziej zamożne i sprawiedliwsze tylko wtedy, gdy obok realizacji celów klimatycznych i cyfrowych, które sobie postawiliśmy, będziemy wdrażać filar socjalny” – powiedział premier Portugalii António Costa.

Uczestnicy Szczytu Socjalnego w Porto zobowiązali się dołożyć wszelkich starań, aby wzmocnić wymiar społeczny Europy i uczynić ją bardziej sprzyjającą włączeniu społecznemu. Wezwali także szefów państw i rządów UE, aby zatwierdzili plan działania i jego główne cele oraz by wyznaczyli ambitne cele krajowe, które byłby spójne z celami deklaracji.

„Cele społeczne Europy muszą iść w parze z celami ekologicznymi i cyfrowymi. Chcemy zbliżyć się do pełnego zatrudnienia, chcemy, by więcej Europejczyków miało dostęp do potrzebnych im umiejętności oraz zapewnić wszystkim Europejczykom równe szanse w cyfrowej i zrównoważonej gospodarce. Szczyt Społeczny w Porto jest wyrazem wspólnego zaangażowania na rzecz budowania Europy socjalnej, dostosowanej do dzisiejszych czasów, która przyniesie korzyści nam wszystkim” – powiedziała przewodnicząca Komisji Europejskiej Ursula von der Leyen. „Dziś Europa ukazała się w najlepszym wydaniu. Zgodziliśmy na potrzebę zmian. Musimy chronić najbardziej narażonych – tych, których nazywaliśmy niezbędnymi podczas kryzysu. Od pracowników służby zdrowia po urzędników, osoby sprzątające, kurierów. Porto jest dla nich” – mówiła szefowa KE.

W deklaracji sygnatariusze przyjmują plan działania dotyczący Europejskiego filaru praw socjalnych przedstawiony przez Komisję na początku marca, w którym określono konkretne działania prowadzące do dalszej realizacji 20 zasad filaru. Zaproponowano w nim też główne cele w zakresie zatrudnienia, umiejętności i włączenia społecznego na poziomie UE, które mają zostać osiągnięte do 2030 r., część z nich ma związek z ochroną zdrowia:

  • Pracownicy mają prawo do wysokiego poziomu ochrony zdrowia i bezpieczeństwa w miejscu pracy.
  • Każdy ma prawo do szybkiego dostępu do przystępnej cenowo, profilaktycznej i objawowej opieki zdrowotnej dobrej jakości.
  • Każdy ma prawo do przystępnych cenowo i dobrej jakości usług opieki długoterminowej, w szczególności opieki w domu i usług środowiskowych.
  • Osoby niepełnosprawne mają prawo do otrzymania wsparcia dochodu, które zapewnia godne życie, usług, które pozwolą im na uczestnictwo w rynku pracy i w życiu społecznym, a także do środowiska pracy dostosowanego do ich potrzeb.

W deklaracji czytamy m.in. o wspieraniu uczciwej konkurencji na rynku wewnętrznym poprzez innowacje, wysokiej jakości miejsca pracy, godne płace, odpowiednie warunki pracy – bezpieczne i zdrowe miejsca pracy i środowisko, czy równe traktowanie. Sygnatariusze dokumentu deklarują także działania na rzecz zmniejszenia skali ubóstwa wśród dzieci m.in. poprzez wsparcie ich rodziców na rynku pracy, na co szczególną uwagę podczas piątkowych wystąpień zwracała szefowa Komisji Europejskiej. Dokument podkreśla także, że szczególną opieką należy objąć osoby, które w różny sposób ucierpiały z powodu pandemii COVID-19.

Kluczowy wniosek w deklaracji to wezwanie władz lokalnych, państwowych, samorządowych do przygotowania krajowych i regionalnych planów działań uwzględniających cele zawarte w deklaracji w Porto. Po Szczycie w Porto nasuwa się jeszcze jeden wniosek. Europa zmienia kierunek – do tej pory bardziej nastawiona na problemy starzejących się społeczeństw, dziś bardziej kieruje się w stronę dzieci i młodzieży jako przyszłych pracowników, filaru rozwoju gospodarczego. A im lepszy poziom edukacji, opieki zdrowotnej i praw socjalnych, tym większa gwarancja wzrostu gospodarczego Europy.

Pełny tekst deklaracji dostępny jest TUTAJ (wersja angielska) oraz TUTAJ (po polsku).

Podczas Szczytu Socjalnego w Porto pojawił się także temat dotyczący uwolnienia patentów na szczepionki przeciw COVID-19. W tej kwestii na samym Szczycie Socjalnym nie podjęto żadnych wiążących decyzji. Porozumienie w tej sprawie zostało natomiast zawarte podczas sobotniego nieformalnego szczytu przywódców państw UE. Komitet Regionów, w którym zasiadają samorządowcy ze wszystkich 27 państw UE, jest pierwszą instytucją, która w przyjętej w piątek rezolucji wezwała do zniesienia patentów. Przewodniczący Komitetu Regionów Apostolos Cicikostas podkreślił, że opieka zdrowotna jest podstawowym prawem człowieka, natomiast pandemia stanowi „fundamentalne zagrożenie” dla zdrowia na świecie, niespotykane od pokoleń, dlatego nie ma tu miejsca na nacjonalizm szczepionkowy. Samorządowcy podczas debaty nad rezolucją zwracali uwagę, że pandemia zabiła już więcej ludzi niż bitwy pod Verdun i Stalingradem i aby ją zakończyć, będziemy potrzebować globalnie miliardów szczepionek rocznie. Dlatego UE musi – ich zdaniem – dopilnować, aby duże firmy farmaceutyczne wywiązywały się ze swoich zobowiązań w zakresie dostaw; potrzebne jest również zwiększenie produkcji.

Temat uwolnienia patentów na szczepionki poruszył podczas Szczytu premier Mateusz Morawiecki. „Do późnej nocy trwała gorąca debata dotycząca procesu szczepień. Kładziemy nacisk, żeby szczepionek w Europie było jak najwięcej, ale debata dotyczyła też uwspólnotowienia patentów, żeby te firmy, które mają zdolności produkcyjne mogły je wykorzystywać. Wraz z rozwojem mocy produkcyjnych będziemy mogli szybciej dostarczyć szczepionki do innych krajów, bo pandemia to kwestia globalna – to był wczoraj gorąco dyskutowany temat, dlatego głosowałem za tym, żeby doszło do uwspólnotowienia patentów” – relacjonował w sobotę premier w rozmowach z dziennikarzami. Mateusz Morawiecki powtórzył także to, co mówił podczas piątkowych dyskusji premierów państw UE: „Dyskusje toczą się również wokół optymalnego modelu społecznego. Z ogromną dumą przedstawiam tu nasze osiągnięcia i nasz model społeczny. Przebudowaliśmy system podatkowy tak, żeby służył rodzinom, wychowywaniu dzieci i rodzicom”. W przeciwieństwie do innych przywódców Mateusz Morawiecki skupił się na prezentowaniu swoich „sukcesów”, pozostali mówili raczej o problemach i szukali dróg do ich rozwiązania.

Temat patentów podjęli także przywódcy europejscy podczas nieformalnego szczytu Rady Europejskiej, który także odbywał się w Porto. Po jego zakończeniu przewodniczący Rady Charles Michel ogłosił, że udało się wypracować porozumienie w sprawie zawieszenia patentów na produkcję szczepionek przeciwko COVID-19. „Jesteśmy gotowi zaangażować się w tę kwestię w taki sposób, aby już wkrótce przedstawić konkretną propozycję” – poinformował. Szef Rady Europejskiej wyjaśnił, że UE szanuje prawa intelektualne producentów. Równie istotne jest jednak usprawnienie procesu produkcji szczepionek na świecie.

Otrzymuj informacje od IZiD
ikona ikona ikona