Kto powinien wyznaczać standardy i wytyczne kliniczne KSO?

PTU

W imieniu Polskiego Towarzystwa Urologicznego pragnę odnieść się do Art. 22 i 24 projektu ustawy dotyczącego Krajowej Sieci Onkologicznej.

Obawiamy się, że organy administracji nie dysponują odpowiednią wiedzą i doświadczeniem by zajmować się przygotowywaniem „propozycji kluczowych zaleceń na podstawie wytycznych postępowania diagnostyczno-leczniczego w onkologii.”, gdyż ta kwestia powinna być przedmiotem wytycznych i ocen przede wszystkim Ekspertów, lekarzy pracujących w uniwersyteckich przodujących w danej dziedzinie jednostkach klinicznych, zaaprobowanych następnie przez odpowiednie towarzystwa naukowe. Jak wiemy, Uniwersytety Medyczne i Collegia Medyczne wchodzące w skład takich jednostek jak Uniwersytet Jagielloński czy Uniwersytet Mikołaja Kopernika zostały usunięte z kluczowych elementów procesu decyzyjnego Krajowej Sieci Onkologicznej. W mojej ocenie takie postępowanie spowoduje nieodwracalne szkody dotyczące zdrowia pacjentów, wynikające z braku opinii Uniwersytetów, które od stuleci kreowały rozwój medycyny i technologii, braku możliwości kształcenia studentów w dziedzinie onkologii w ramach zajęć uniwersyteckich oraz stworzenia precedensu postaci takiej, że pracownicy administracji Państwowej będą kreowali postępowanie diagnostyczno-lecznicze, które zawsze było domeną lekarzy i profesorów.

Artykuł 22 stawia NIO, jako instytucję, która „opracowuje i aktualizuje standardy i wytyczne postępowania diagnostyczno-leczniczego oraz organizacyjno-jakościowego w onkologii i przekazuje je do Rady” jest w mojej ocenie całkowitym nieporozumieniem, gdyż jest to instytucja nie zapewniająca kompleksowej opieki nad „chorym onkologicznym”, ponieważ pozbawiona jest kluczowych aspektów tej opieki, która spełniała standardy leczenia onkologicznego 20 lat temu, ale obecnie ich nie spełnia, ze względu, iż większość pacjentów onkologicznych przeszła skomplikowane leczenie kardiologiczne (brak zaplecza kardiologicznego w centrach onkologii), leczenie nerkozastępcze (brak stacji dializ w centrach onkologii). Pacjenci onkologiczni często są obarczeni zespołem metabolicznym, którego leczenie w centrach onkologii nie jest realizowane, nie wspominając o konieczności wykonania łączonych zabiegów, w których powinni być zaangażowani chirurdzy naczyniowi, kardiochirurdzy, chirurdzy plastyczni, neurochirurdzy czy okuliści. Tak kreowana polityka „standardów i wytycznych” w onkologii nie odpowiada opracowaniu standardów dotyczących leczenia pacjenta z chorobą nowotworową a będzie skutkowała jedynie próbą eradykacji samej choroby nowotworowej, która to może nie przynieść korzyści pacjentowi w postaci poprawy przeżycia i jego jakości. Centra Onkologii funkcjonujące poza pełnoprofilową działalnością medyczną kreują w mojej ocenie „odhumanizowaną” wąskoprofilową działalność. Powinno się dążyć w pierwszym etapie do ponownego połączenia KSO z medycznymi jednostkami uniwersyteckimi a ostatecznie do włączenia centrów onkologii w struktury uniwersyteckie.

Ekonomia, brak konkurencji i produkcji w kraju – dlaczego w Polsce brakuje leków

Karolina Grabowska (Pexels)

W połowie stycznia minister zdrowia Adam Niedzielski poinformował, że zapasy leków w Polsce wystarczą na miesiąc. O komentarz w tej spawie poprosiliśmy organizacje branżowe.

„Na poziomie całego kraju, monitorując stany zaopatrzenia hurtowni, wszystkich aptek, widzimy, że te zapasy leków, czy to są antybiotyki, czy to są leki przeciwwirusowe, mamy tak naprawdę zapewnione na okres co najmniej miesiąca” – poinformował w Polsat News w niedzielę 15 stycznia minister zdrowia. Adam Niedzielski dodał, że najgorsza dostępność dotyczy leków antywirusowych. „Prowadzimy cały czas bieżące rozmowy z producentami. Mamy deklaracje przywozu do Polski kolejnych leków, żeby płynność dostaw była zapewniona w kolejnych tygodniach. Na szczęście widzimy, że epidemia grypy zwalnia – mówił minister.

„Bolejemy nad tym, że zaopatrzenie aptek nie jest takie jak byśmy chcieli, ale wynika to z przyczyn ekonomicznych z uwagi na niskie marże hurtowe i apteczne” – komentuje dla IZiD Market Brief Irena Rej, Prezes Zarządu Izby Gospodarczej „FARMACJA POLSKA”.

„Dostępność leków, nawet w sytuacjach kryzysowych, gwarantuje ich produkcja w kraju” – uważa natomiast Krzysztof Kopeć, Prezes Polskiego Związku Pracodawców Przemysłu Farmaceutycznego – Krajowi Producenci Leków.

Zdaniem Prezes Ireny Rej stwierdzenia, które używa minister zdrowia są tak ogólne, że trudno zorientować się o jakie braki chodzi. „Leki przeciwwirusowe są dostępne bez recepty jak również na receptę. Wśród tych leków jest wiele zamienników, z których należy korzystać. Część leków bez recepty reklamowana jest nawet w telewizji. Jeżeli chodzi o antybiotyki ta informacja Ministra Zdrowia również jest mało precyzyjna” – mówi Prezes Zarządu Izby Gospodarczej „FARMACJA POLSKA”. Irena Rej dodaje, że najczęściej antybiotyki mają swoje odpowiedniki i istotne byłoby podawanie do wiadomości czy istnieje zamiana na inny lek w tej grupie niż mówienie, że jest ich brak. „Nie wiemy jakie firmy i w sprawie jakich leków prowadziły pertraktacje, z których wynika, że płynność dostaw powinna być zapewniona w kolejnych tygodniach. Proponujemy szerokie informowanie o tym, iż są portale, na których można dowiedzieć się jaki lek, w którym miejscu jest dostępny” – podsumowuje.

Krajowi Producenci Leków zachęcają natomiast do wprowadzenia zachęt do zwiększenia produkcji substancji czynnych oraz leków w Polsce. „Dramatyczne poszukiwania brakujących farmaceutyków stanowią sumę wieloletnich zaniedbań. Wielokrotnie informowaliśmy, że taka będzie nieuchronna konsekwencja braku odpowiednich decyzji. I co więcej, jeśli nic się nie zmieni, w najbliższych latach braki leków będą się nasilać i powtarzać” – mówi Krzysztof Kopeć. Prezes Polskiego Związku Pracodawców Przemysłu Farmaceutycznego – Krajowi Producenci Leków zwraca uwagę, że przyjęty przez Komitet Stały Rady Ministrów projekt nowelizacji ustawy refundacyjnej nie zlikwiduje przyczyn braków leków. „Proponowane rozwiązania nie prowadzą bowiem do skokowego zwiększenia opłacalności produkcji substancji czynnych oraz leków w Polsce. Dlatego proponujemy wprowadzenie efektywnych zachęt do szybkiego i dynamicznego zwiększania produkcji, czyli gwarancję stałej ceny leku dla producentów, którzy ¼ swoich produktów refundowanych wytwarzają w naszym kraju. To zachęciłoby zagraniczne firmy do inwestowania u nas, a krajowym zapewniłoby stabilność finansową potrzebną do zwyżki produkcji” – uważa Krzysztof Kopeć.

Zdaniem Krajowych Producentów Leków Zwiększenie dostępu do terapii może poprawić też konkurencja na rynku leków. „Dlatego istotnym jest, aby te konkurujące ceną wchodziły do refundacji natychmiast po wygaśnięciu ochrony patentowej leku, który miał monopol rynkowy. Tymczasem w projekcie zmiany ustawy pojawił się artykuł, który pozwalałby na utrzymanie monopolu rynkowego leku w sposób praktycznie nieograniczony czasowo. Zgodnie z nim, resort zdrowia nie może objąć refundacją odpowiednika leku chronionego jakimkolwiek patentem. Tymczasem po wygaśnięciu patentu na substancję czynną producent może ubiegać się o ochronę patentową na szczegóły technologiczne, np. kolor otoczki tabletki. I nawet taki patent, mimo że nie stanowi istotnej bariery dla wprowadzenia produktu generycznego, uniemożliwi objęcie leku konkurencyjnego refundacją. W innych krajach UE nie uzależnia się refundacji leku od jego statusu patentowego. W sytuacji, w której między konkurującymi podmiotami dochodzi do sporu, rozstrzygany jest on przez sąd, nie resort zdrowia” – podkreśla Krzysztof Kopeć.

O komentarz dotyczący braku leków w Polsce poprosiliśmy także Polski Związek Innowacyjnych Firm Biotechnologii Medycznej BioInMed oraz Związek Pracodawców Innowacyjnych Firm Farmaceutycznych INFARMA, jednak obie organizacje odmówiły nam komentarza w tej sprawie.

Rulkiewicz odpowiada Niedzielskiemu

arch. red.

Mam nadzieję, że wypowiedź Ministra zdrowia Adama Niedzielskiego to prowokacyjny sposób zachęcania do zwiększania zaangażowania w kształcenie. Kilka faktów:

  1. System publicznie finansowanej edukacji akademickiej jest źródłem nie tylko lekarzy ale także prawników, informatyków, nauczycieli, socjologów i filozofów. Czy należy uznać, że praca tych wszystkich absolwentów poza podmiotami publicznymi jest szkodliwe i naganne? Gdzie powinien pracować absolwent Akademii Sztuk Pięknych lub Akademii Muzycznej aby koszty jego kształcenia nie zostały uznane przez polityków jako „wyłudzenie środków publicznych”?
  2. Teza Ministra o tym, że pacjent cyt. „i tak najczęściej trafia z prywatnego gabinetu do publicznego szpitala” jest mocno przesadzona. Warto powiedzieć sprawdzam i udostępnić opinii publicznej statystykę danych będących w posiadaniu NFZ o tym gdzie (w jakim podmiocie) wystawiono skierowanie będące podstawą przyjęcia pacjentów do szpitala w skali całego kraju w 2022 r. Można być spokojnym o śladowy udział gabinetów prywatnych czy też podmiotów nie posiadających umowy z publicznym płatnikiem. Należy podkreślić, że w świetle przepisów ustawy o świadczeniach opieki zdrowotnej finansowanych ze środków publicznych pacjent ma prawo do świadczeń leczenia szpitalnego ze względu na  swój stan zdrowia oraz potrzebę diagnostyki i leczenia. Ustawa gwarantując pacjentom takie prawo wskazuje na dowolność miejsca wystawienia takiego skierowania. Słowa Ministra są próbą dezawuowania „wolnego zawodu” lekarza przypisując wyłącznie negatywne oblicze pracy w gabinecie prywatnym lub poza system publicznej ochrony zdrowia. Nie sposób obiektywnie ocenić gdzie skala ewentualnej patologii jest większa jednak z pewnością obraz podmiotów publicznych nie pozwala na taki stopień afirmacji przez Ministra. Co więcej należy rozumieć, że lekarze dentyści szkoleni w tych samych uczelniach nie są już obiektem ostracyzmu ze strony Ministra ?
  3. Szkolenie podyplomowe lekarzy w znacznym stopniu odbywa się poza systemem rezydentur, a więc to nie sektor publiczny ponosi koszty szkolenia tych lekarzy. Szkolenia podyplomowe pielęgniarek to także nie jest zasługa sektora publicznego. Sektor prywatny uczestniczy też w kształceniu przeddyplomowym zarówno lekarzy, jak i pielęgniarek – będąc partnerem strategicznym uczelni medycznych.
  4. Próba lojalizacji lekarzy w podmiotach publicznych już była… w roku 2018, w wyniku tzw. podwyżki Szumowskiego lekarze zatrudnieni w szpitalu, składający deklarację pracy wyłącznie w jednym podmiocie otrzymali podwyżkę do kwoty 6750 PLN. Lekarze musieli zobowiązać się do niewykonywania tożsamych świadczeń medycznych finansowanych ze środków publicznych w innym podmiocie niż główne miejsce zatrudnienia. Efekty tego pomysłu nie były odczuwalne w systemie ochrony zdrowia chociaż NFZ musiał bezpośrednio na ten cel wydawać rocznie kilkaset milionów złotych (671 mln w 2019 r.) zamiast finansować świadczenia zdrowotne dla pacjentów. Koncepcja, aby to Minister Zdrowia był pracodawcą dla personelu medycznego w Polsce uległa drastycznej dewaluacji w świetle doświadczeń ostatnich lat. I to myślenie Panie ministrze, podobnie jak cały system, wymagają głębokiej reformy.

Recepta na grypę – co zrobić, by wygrać walkę z epidemią

Engin Akyurt (Unsplash)

W ostatnim czasie nie brakowało krytycznych opinii dotyczących działań Ministerstwa Zdrowia związanych z epidemią infekcji spowodowanych wirusem grypy, SARS-Cov-2 i RSV. W ślad za głosami krytyki pojawiły się propozycje konkretnych rozwiązań, które miałyby ulżyć zarówno obłożonym pracą lekarzom, jak i oczekującym w kolejkach i tłoczącym się w przed gabinetami lekarskimi pacjentom.

Postulaty zgłosiła Polska 2050 i Naczelna Izba Lekarska, a redakcja IZiD Market Brief zapytała ekspertów o opinię w tej sprawie.

Krytycznie do działań Ministerstwa Zdrowia związanych z epidemią grypy odniosła się partia Polska 2050 podczas konferencji prasowej zorganizowanej 3 stycznia przed budynkiem Ministerstwa Zdrowia w Warszawie. Jej lider Szymon Hołownia zwrócił uwagę, że eksperci od kilku miesięcy ostrzegali, że epidemia nadejdzie. „Zabrakło konkretnych decyzji rządu, które mogłyby nas uchronić przed problemami, jakie teraz mamy. Sytuacja jest dramatyczna. Niemal połowa chorych na grypę to dzieci do 14 roku życia. 2/3 łóżek pediatrycznych w kraju jest zajętych. To, że testy trafią za miesiąc do POZ, to jest decydowanie za późno” – mówił Szymon Hołownia.

W związku z sytuacją epidemiczną w kraju Polska 2050 zgłasza trzy postulaty:

  • Nadanie jeszcze w tym sezonie grypowym farmaceutom i pielęgniarkom uprawnień do wystawiania 5-dniowych zwolnień osobom, które mają objawy grypopodobne
  • Wprowadzenie 3-dniowego urlopu na żądanie dla osoby chorej lub tej, która ma chore dziecko, urlop nie wliczałby się do ogólnego, rocznego wymiaru urlopu
  • Wprowadzenie 50% refundacji szczepień przeciw grypie dla wszystkich obywateli

Szymon Hołownia podkreślił, że w Polsce tylko co 10. senior jest zaszczepiony przeciw grypie – w Unii Europejskiej gorzej jest tylko w Bułgarii.

Prof. Urszula Demkow, ekspertka medyczna Instytutu Strategie 2050 dodała, że obecnie sytuacja jest bardzo trudna – pacjenci czekają wiele dni na wizytę do lekarza internisty czy pediatry zarówno w państwowych, jak i prywatnych placówkach ochrony zdrowia, obłożone są SOR-y, a także odziały internistyczne. Z powodu epidemii przekładane są operacje onkologiczne i przyjęcia do szpitali, co jeszcze bardziej pogłębi dług zdrowotny po pandemii COVID-19.

Naczelna Izba Lekarska zaprezentowała z kolei 9 zaleceń, których zastosowanie może zdaniem NIL wpłynąć na ograniczenie zakażeń wirusowych dróg oddechowych. Składająca się z 31 ekspertów w dziedzinie zdrowia Rada Ekspertów Naczelnej Izby Lekarskiej wydała rekomendacje, które omówiono podczas konferencji prasowej 5 stycznia. Zalecenia NIL to m.in.:

  • bezzwłoczne szczepienia dorosłych (w tym ciężarnych) i dzieci przeciw grypie w populacjach nieszczepionych w bieżącym sezonie epidemicznym
  • upowszechnienie testów diagnostycznych, szczególnie szybkich testów antygenowych w kierunku grypy, RSV i COVID-19
  • rozpoczęcie prac legislacyjnych nad wprowadzeniem zgłaszanej pracodawcy przez pracownika tzw. niedyspozycji chorobowej z wyłączeniem lekarza. Możliwość skorzystania przez pracownika z 3-5 dni (rocznie) takiej niedyspozycji chorobowej odciąży zdaniem NIL system ochrony zdrowia, pozwoli zapobiec rozpowszechnianiu się zakażeń i w konsekwencji może przynieść same korzyści ekonomiczne i społeczne

Więcej TUTAJ

„Przede wszystkim należy podkreślić, że jednoznacznie pozytywny jest fakt, iż w przestrzeni publicznej toczy się dyskusja wokół uproszczonych rozwiązań, mogących przełożyć się na odciążenie systemu ochrony zdrowia i ograniczenie zakażeń” – poinformowała redakcję IZiD Market Brief Renata Jeziółkowska, Rzecznik Prasowy Naczelnej Izby Lekarskiej. Renata Jeziółkowska dodała, że samorząd lekarski rozpoczął tę dyskusję, zaproponował umożliwienie pacjentom uzyskania zwolnienia z pracy (3-5 dni w roku) bez konieczności kontaktu z lekarzem, w sytuacji niedyspozycji zdrowotnej – niewymagającej pomocy lekarskiej. „Możliwość zgłoszenia takiej niedyspozycji pracownika do pracodawcy pozwoliłoby uniknąć dodatkowego obciążania systemu i wydłużania kolejek do lekarza w przypadkach, gdy celem wizyty u lekarza jest w zasadzie jedynie uzyskanie zwolnienia. Taki mechanizm pozwoliłby również na ograniczenie dalszych zakażeń w czasie epidemii, sezonów zwiększonych zachorowań” – mówi rzeczniczka NIL. Samorząd lekarski podkreśla, że kluczowe w zwiększeniu dostępności do leczenia nie jest zwiększanie liczby absolwentów studiów medycznych, czy rozszerzanie uprawnień na innych medyków, lecz zmiana organizacji funkcjonowania publicznej i prywatnej opieki zdrowotnej, zwłaszcza w kwestii polityki kadrowej. Od dawna środowisko lekarskie postuluje faktyczne wprowadzenie asystentów medycznych, wdrożenie e-narzędzi, uproszczenie procedur i odciążenie medyków z zadań biurokratycznych i administracyjnych. „Co do refundacji, oczywistym jest, że z perspektywy medycznej samorząd lekarski zaleca upowszechnianie szczepień wśród społeczeństwa, czemu bez wątpienia służy refundacja. Poza kwestią refundacji niezmiennie podkreślamy konieczność prowadzenia działań edukacyjnych. Jak pokazała pandemia COVID-19 – sama bezpłatność, jak również automatyczne skierowanie, nie są wystarczające, by pacjenci szczepili się” – podsumowuje Renata Jeziółkowska.

O opinię poprosiliśmy także Jacka Krajewskiego, Prezesa Federacji Porozumienie Zielonogórskie. „Uważam, że 5-dniowy okres zwolnienia dla osoby z infekcją lub opieka nad chorym dzieckiem jest zbyt długim okresem pozostawania bez lekarskiej oceny stanu zdrowia pacjenta. Trzy dni to termin, który w większości przypadków wystarczy do zarejestrowania się do lekarza i koniecznego orzeczenia o potrzebie przedłużenia zwolnienia z pracy lub ewentualnego powrotu do pracy bez potrzeby uzyskiwania takiej opinii. Ocena stanu zdrowia pacjenta z choroba infekcyjną powinna nadal pozostać w wyłącznej gestii lekarza” – uważa Jacek Krajewski. Prezes Porozumienia Zielonogórskiego dodaje, że trzy dni to okres, który każdy pracownik powinien uzyskać od pracodawcy, aby wrócić do pracy lub otrzymać orzeczenie lekarskie o konieczności dalszej terapii. Czy miałby być to urlop, czy inna forma świadczenia pracowniczego zdecydowałby odpowiedni zapis w Kodeksie Pracy. „Dzisiaj pacjenci powyżej 75 roku życia mają szczepionki przeciw grypie refundowane w 100%. A więc otrzymują je w aptece za darmo. Pacjenci starsi niż 65 lat mają 50% refundacji. Pełna zgoda co do 50% refundacji szczepionek przeciw grypie także dla pacjentów poniżej 65 roku życia” – mówi Jacek Krajewski.

Prezes Naczelnej Rady Pielęgniarek i Położnych Zofia Małas podkreśla natomiast, że Naczelna Rada Pielęgniarek i Położnych od kilku lat zwraca uwagę, na zasadność nadania pielęgniarkom i położnym uprawnień do wystawiania kilkudniowych zwolnień osobom dorosłym w sytuacji krótkotrwałych niedyspozycji zdrowotnych nie jedynie w sezonach grypowych, ale także poza nim. „Pielęgniarki i położne w podstawowej opieki zdrowotnej oraz ambulatoryjnej opiece specjalistycznej, zgodnie z obecnymi przepisami udzielają porad, w tym wykonują badanie fizykalne, ordynują określone produkty lecznicze i wypisują recepty w ramach kontynuacji leczenia, zlecenia na określone wyroby medyczne oraz mogą wypisywać skierowania na badania laboratoryjne. W sytuacji stwierdzenia przez pielęgniarkę, położną wystąpienia stanu chorobowego u pacjenta, pacjent nie musiałby czekać na wizytę u lekarza, tylko otrzymałby zwolnienie wypisane przez pielęgniarkę, położną. Pielęgniarka i położna w toku kształcenia zawodowego, zarówno przed oraz podyplomowego nabywa umiejętności i wiedzę niezbędną do oceny stanu zdrowia danego pacjenta i określenia objawów chorobowych, które mogą prowadzić do rozpoznania danej jednostki chorobowej” – mówi redakcji IZiD Market Brief Zofia Małas. Jeśli chodzi o ewentualne wprowadzenie 3-dniowego urlopu na żądanie dla osoby chorej lub tej, która ma chore dziecko, urlop nie wliczałby się do ogólnego, rocznego wymiaru urlopu, to zdaniem Prezes NRPiP, postulat ten powinien być gruntownie przeanalizowany. „Zgodnie z obecnymi przepisami prawa opiekunowie prawni mogą otrzymać zwolnienie lekarskie na opiekę nad dzieckiem chorym oraz dwa dni na opiekę dla dziecka do lat 14. Niezależnie od powyższego, w toku prac legislacyjnych jest obecnie projekt zmian Kodeksu Pracy w ramach wdrożenia postanowienia Dyrektywy 2019/1158 Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) z dnia 20 czerwca 2019 r. w sprawie równowagi między życiem zawodowym a prywatnym rodziców i opiekunów oraz uchylająca dyrektywę Rady 2010/18/UE (Dz. U. UE. L. 2019.188.79) definiującego pojęcie urlopu opiekuńczego. Urlop opiekuńczy w powyższym rozumieniu oznacza urlop dla pracowników umożliwiających zapewnienie osobistej opieki lub wsparcia krewnemu lub osobie osobiście zamieszkującej z pracownikiem w tym samym gospodarstwie domowym, którzy wymagają znacznej opieki lub znacznego wsparcia z poważnych względów medycznych” – informuje Zofia Małas. Prezes NRPiP dodaje, że w tym sezonie grypowym wprowadzono bezpłatne lub odpłatność 50% za szczepienia ochronne przeciw grypie dla niektórych grup ryzyka. Zgodnie z obowiązującym obwieszczeniem Ministra Zdrowia w sprawie wykazu refundowanych leków, środków spożywczych specjalnego przeznaczenia żywieniowego oraz wyrobów medycznych, szczepionki przeciw grypie dostępne są bezpłatnie dla uprawnionych świadczeniobiorców w ramach z tzw. wykazu leki 75+ lub wykazu leki ciąża+. „Wprowadzenie 50% refundacji szczepień przeciw grypie dla pozostałej populacji jest słusznym postulatem. „Pozwoliłoby to na zwiększenie dostępności do szczepień i zainteresowania tym świadczeniem, a tym samym zwiększenie poziomu wyszczepialności. W sezonie 2021/2022 poziom wyszczepialności w populacji ogólnej był znacząco wyższy niż w latach ubiegłych o około 20%. Między innymi dzięki wprowadzeniu w okresie listopad 2021 marzec 2022 r. bezpłatnych szczepień dla osób, które ukończyły 18 r.ż. Naczelna Rada Pielęgniarek i Położnych stoi na stanowisku, iż szczepienia ochronne są jednym z największych osiągnięć cywilizacyjnych w zakresie ochrony zdrowia i stanowią najskuteczniejszą metodę zapobiegania groźnym dla życia i zdrowia chorobom zakaźnym. Szczepienia bowiem minimalizują ryzyko zachorowania z ciężkim przebiegiem choroby. Dodatkowo szczególne znaczenie ma to w okresie stanu zagrożenia epidemicznego na COVID-19” – podsumowuje Zofia Małas.

Mołdach ocenia projekt ustawy o jakości

Maciej Chojnowski

Projekt ustawy przeszedł w trakcie rządowego procesu legislacyjnego tyle zmian, że trudno odnaleźć w nim niektóre oryginalne wątki. Pewne koncepcje zostały diametralnie zmienione. Inne pojawiły się tylko na chwilę, by w kolejnym kroku zniknąć, jak na przykład rozległy powielający prawo pracy i kodeks karny opis niedozwolonych działań represyjnych.

Trudno wskazać środowisko usatysfakcjonowane brzmieniem projektu i to nie dlatego, że jest to kompromis. Pytanie w takim razie brzmi – co dalej? Projekt zapewne w najbliższych dniach trafi, jeśli już nie trafił do laski marszałkowskiej. W mojej ocenie przy tej skali zmian proces konsultacji w warunkach parlamentarnych powinien być powtórzony lub powinno się istotnie ograniczyć zakres merytoryczny ustawy i zaproponować osobną ustawę koncentrującą się na jakości i bezpieczeństwie.

Co przemawia za takim podejściem? Kluczowa dla zrozumienia perypetii tego projektu jest informacja, która znalazła się w protokole z posiedzenia Komisji Prawniczej Rady Ministrów dotycząca autorstwa części rozwiązań. Mówi ona, że:

Treść projektowanych przepisów karnych oraz przepisów określających znamiona odpowiedzialności karnej, w tym w szczególności zakresu działań i zaniechań mieszczących się w zakresie podejmowanych wobec personelu podmiotów wykonujących działalność leczniczą działań represyjnych została doprecyzowana i przeformułowana w kierunku uzgodnionym z uczestniczącymi w posiedzeniach przedstawicielami Prokuratury Krajowej.

Spójrzmy w takim razie, jak to zostało dokonane. Jako przykład niech posłuży Art. 21 ust. 1 p. 2 projektu. Stanowi on kwintesencję wadliwych rozwiązań w obszarze odpowiedzialności personelu i zgłaszania zdarzeń. Podzielam tu pogląd doktora Sebastiana Goncerza wyrażony na Twitterze:

Zgadzam się – nikt nie oczekuje, że ta ustawa będzie idealna, jednak musi spełniać pewien akceptowalny poziom. Omawiany artykuł ma za zadanie chronić przed działaniem represyjnym pozostałych, poza zgłaszającym, członków personelu podmiotu wykonującego działalność leczniczą biorących udział w zdarzeniu. Ale ogranicza tę ochronę tylko do sytuacji, gdy zgłaszający poinformował zainteresowanych o zamiarze złożenia zgłoszenia o zdarzeniu. Kuriozalność tego rozwiązania polega na tym, że nie musi tego zrobić! Może po prostu dokonać zgłoszenia sam kierując się chęcią retorsji. Czyli jest tak, że zapis, który ma chronić przed retorsją sam do niej zachęca i opisuje warunki, jak w świetle prawa tego dokonać. Tym samym zgłaszający staje się sędzią w sprawie. Może poinformować zainteresowanych, ale nie ma takiego obowiązku. Jeśli tego nie zrobi, biorący udział w zdarzeniu tracą ochronę przed retorsją. I tak ma wyglądać koncepcja prokuratury służąca jakości opieki?

Niewiele trzeba by dostrzec jej fatalne skutki. A skoro tak, to należy przypuszczać, że po tylu konsultacjach rządowych jest to działanie celowo przenoszące rozstrzyganie o prawie do ochrony uczestników zdarzenia z poziomu instytucjonalnego na personalny, bez żadnego mechanizmu nadzoru. To tylko będzie służyć dzieleniu środowiska, jątrzeniu. Nie mieści mi się w głowie, jak można było takie rozwiązanie po tak wnikliwych konsultacjach zaproponować!

Pomijam już, że wnioskodawca uporczywie ignoruje postulaty środowiska płynące właściwie ze wszystkich stron włączenia do ustawy rozwiązań dotyczących kultury bezpieczeństwa, w tym w szczególności kultury sprawiedliwego traktowania (Just Culture) i szeroko traktowanej kultury uczenia się (Learning Culture).

W mojej ocenie na obecnym etapie są tylko dwie opcje. Albo rażące błędy projektu zostaną poprawione na etapie prac parlamentarnych albo należy ustawę podzielić, przyjąć część kompensacyjną i opracować ze środowiskami nowy projekt poselski skupiony na bezpieczeństwie pacjentów i jakości opieki.

Tu dla pełnej jasności warto zauważyć, że choć część kompensacyjna zawiera właściwy kierunek zmian, proponowane rozwiązania także powinny być poddane pogłębionej dyskusji parlamentarnej pod względem skuteczności i efektywności.

Okres przedwyborczy to najgorszy okres na przyjmowanie tak podstawowych aktów prawnych. Bez względu na to, które ugrupowanie jest u władzy i w jakiej epoce parlamentarnej ma to miejsce, każda partia musi na wybory odnotować sukces. Mimo więc głosów wskazujących na potrzebę całkowitego odrzucenia ustawy uważam, że warto tu zachować pewien poziom pragmatyzmu i realizmu. Warto zrezygnować z najbardziej szkodliwych fragmentów ustawy, ograniczyć jej oddziaływanie i pracować nad nowym aktem prawnym w zakresie jakości i bezpieczeństwa sensu stricte. Alternatywnie dostrzegam taką możliwość i chyba także częściowo wolę, by ustawę poddać głębokiej dyskusji parlamentarnej angażującej strony społeczne. Najważniejsze przecież jest dobro pacjenta! Także na wybory.

Otrzymuj informacje od IZiD
ikona ikona ikona