Czy zniesienie epidemii coś zmieni?

Katarzyna Fortak-Karasińska

Już 3 dni po ogłoszeniu ukazały się projekty dwóch rozporządzeń Ministra Zdrowia:

– jednym Minister odwołuje stan epidemii z dniem 16 maja;

– kolejnym ogłasza stan zagrożenia epidemicznego.

Naturalnie, nasuwa się pytanie – czym się różni jedno od drugiego?

Stan epidemii to sytuacja, gdzie konieczne jest podejmowanie działań dla zminimalizowania zakażeń i zachorowań w liczbie większej niż we wcześniejszych okresach. Stan zagrożenia zaś to jedynie ryzyko wystąpienia epidemii.

Jak przekazał Minister Niedzielski – to „przełączenie czerwonego światła w sygnalizatorze, które się świeciło od dwóch lat, na światło pomarańczowe (…)”

Tym bardziej staje się aktualne pytanie – czy dokonana przez Ministra Zdrowia zmiana zaważy na uprawnieniach przyznanych obywatelom, przedsiębiorcom i urzędnikom nadanym tzw. specustawą covidową (ustawa  z dnia 2 marca 2020 r. o szczególnych rozwiązaniach związanych z zapobieganiem, przeciwdziałaniem i zwalczaniem COVID-19).

Otóż okazuje się,  że gros uprawnień zostało zastrzeżonych na okoliczność zarówno stanu epidemii jak i stanu zagrożenia epidemicznego. Tym samym zniesienie epidemii niewiele zmienia. Zniesienie samego stanu zagrożenia wprowadziłoby poważne już konsekwencje i zmiany w sytuacji wielu osób jak i przedsiębiorców.

A zatem:

– pracodawca nadal może polecić pracownikowi prace zdalną (art. 3 ustawy);

– lekarze i inny personel na zwolnieniu w związku z covid otrzymają zasiłek w wysokości 100% (art. 4g ustawy);

– minister ma możliwość nałożenia na podmiot leczniczy określonych obowiązków związanych z covidem (art. 10d ustawy);

– wojewoda może polecić utworzenie łóżek covidowych (art. 10d ustawy),

– istnieje możliwość zawieszenia wykonywania badań pracowniczych okresowych (art. 12a ustawy),

– istnieje możliwość wykonywania szkoleń BHP w formie zdalnej (art. 12e ustawy);

– istnieje możliwości zmiany umowy  zawartej w ramach pzp (art. 15r ustawy),

Powyższe spec covidowe możliwości nadal pozostają.

Analiza wielostronicowej spec ustawy covidowej pozwala jednak odkryć dwie sytuacje zastrzeżone jedynie na czas epidemii. Chodzi o wstrzymanie biegu terminów załatwiania spraw przez organy administracji publicznej (art. 15 zzzzzn1 usatwy). Po dokonanej przez Ministra zmianie – urzędy nie będą mogły wstrzymywać biegu terminów załatwiania spraw. To dobra zmiana dla obywateli – ich sprawy winny być teraz szybciej rozpoznawane. Pytanie, czy w gąszczu przepisów spec ustawy sytuacja ta nie stanowi omyłki pisarsko-prawnej, która za chwilę zostanie poprawiona. Nadal wierzę, że odwołanie epidemii jednak przysłuży się urzędowemu czasowi rozpoznawania obywatelskich spraw.

To sygnał dla urzędów – proszę być czujnym – obywatelom przywraca się prawo skarżenia bezczynności czy przewlekłości rozpoznawania spraw. Stan epidemii takie uprawnienia wyłączał.

Jak zwykle kij ma dwa końce – w stanie epidemii organ administracji zobowiązany był powiadomić stronę postępowania administracyjnego o tym, ze uchybiła terminowi np. wniesienia odwołania i pouczyć o możliwości wniesienia o przywrócenie terminu (art.  15zzzzzn2 ustawy). Teraz obywatel musi pilnować się sam.

Czy celem zniesienia epidemii było przyspieszenie postępowań  administracyjnych? Zapewne nie o to chodziło.

Jeśli zniesienie epidemii niewiele zmienia w sytuacji prawnej obywateli i przedsiębiorców, należy zadać pytanie – czy przełączenie światła z czerwonego na pomarańczowe ma jedynie wymiar pr-owy?

I z tym pytaniem zostawiam Państwa na cały okres zagrożenia epidemicznego.

Obowiązkowa profilaktyka? Zadecyduje polityka wyborcza.

National Cancer Institute (Unsplash)

Kierując się rekomendacjami środowisk onkologicznych, jesienią 2008 roku ówczesna minister zdrowia Ewa Kopacz zapowiedziała, że mammografia i cytologia dołączą do wykazu badań medycyny pracy wymaganych przy zatrudnieniu pracownika i w trakcie badań okresowych. Pomysł ten spotkał się z silnym sprzeciwem części środowisk, u którego źródeł leżała z jednej strony tak pojmowana obrona konstytucyjnych praw obywatelskich a z drugiej kwestia zapewnienia źródeł finansowania dla tych badań. Zgody na takie działanie nie było nawet w ramach rządu. Ówczesna minister pracy Jolanta Fedak twierdziła, że Kodeks pracy nie jest miejscem przeznaczonym do prowadzenia profilaktyki, ale do regulowania stosunków między pracownikami i pracodawcami. Podkreślała także, że wpisanie tych badań do rozporządzenia ministra zdrowia dotyczącego obowiązkowych badań okresowych spowoduje, że będą za nie musieli płacić pracodawcy.

Mimo oskarżeń, że jest to „zamach na wolność kobiet” i wątpliwości w zakresie finansowania, w 2009 roku ministerstwo zdrowia przygotowało projekt rozporządzenia,  które zakładało dodanie do wykazu badań okresowych dla pracowników cytologii i mammografii. Obowiązek miał objąć kobiety w wieku 25-59 lat a badania miały być przeprowadzane co dwa lata. Przepis miał wejść w życie z początkiem 2010 r. Termin nie został dotrzymany głównie dlatego, że do głosu doszedł jeszcze jeden argument – argument dyskryminacji ze względu na status zatrudnienia i płeć.

Z dzisiejszej perspektywy kluczowa dla zrozumienia skali wyzwań, jakie rodzi propozycja ministra Niedzielskiego, jest treść interpelacji „w sprawie przymusowej mammografii i cytologii w ramach badań pracowniczych” z 2010 r. przedstawionej przez posłankę Prawa i Sprawiedliwości Iwonę Arent. W interpelacji posłanka upomina minister Ewę Kopacz, że w Europie badania te nie są wpisane do obowiązkowych badań okresowych a z nowotworami walczy się na kilka innych sposobów, m.in. przez obowiązek wykonywania badań profilaktycznych obwarowany sankcją podwyższenia składki zdrowotnej. W jej ocenie wprowadzenie przymusowych badań naruszających sferę intymną dla ogromnej części populacji pod groźbą utraty pracy, a więc i środków do życia, oznaczałoby naruszenie podstawowych zasad demokratycznego państwa prawa oraz podstawowych praw człowieka. Zdaniem posłanki dla wielu polskich kobiet udowadnianie zdolności do pracy poprzez poddawanie się przymusowym badaniom ginekologicznym jest nie do zaakceptowania i dowodzi problemu ogromnej dyskryminacji i upokorzenia. Rozwiązanie zaproponowane minister Ewę Kopacz posłanka Iwona Arent oceniła jako nie do przyjęcia w państwie demokratycznym, jakim zgodnie z ustawą zasadniczą jest Polska.

Pod wpływem płynącej z różnych stron krytyki ministerstwo zdrowia wycofało się z pomysłu  wykonywania cytologii i mammografii przy badaniach wstępnych przed rozpoczęciem pracy. Na początku 2011 r. przyjęto także wersję by badania te opłacano ze środków przeznaczanych na programy profilaktyczne raka piersi i raka szyjki macicy, a nie z budżetów pracodawców. Jednak argument nierównego traktowania pozostał. Pracodawcy RP zwracali między innymi uwagę, że tak zaplanowane obowiązkowe badania nie obejmą kobiet pracujących na wsi, a także kobiet, które zrezygnowały z kariery i poświęciły się wychowywaniu dzieci oraz uprawnionych do emerytury lub renty. Ponadto nowe regulacje miały dotyczyć jedynie pracownic zatrudnionych na podstawie stosunku pracy, co wyłączało kobiety wykonujące pracę w ramach umów cywilnoprawnych, a także prowadzące własną działalność gospodarczą. Pojawiły się także pytania o równe traktowanie kobiet i mężczyzn, w tym brak uwzględnienia badań ukierunkowanych na diagnostykę nowotworów mężczyzn.

Brak poparcia w ramach koalicji rządzącej, wyzwania związane z finansowaniem, problematyczne kwestie spójności społecznej, nierówne traktowanie płci czy wreszcie perspektywa wyborcza – wszystkie te problemy spowodowały, że propozycja minister Ewy Kopacz upadła. Dyskusja na ten temat trwa do dziś, a deklaracja ministra Adama Niedzielskiego w kwestii możliwego przymusu badań profilaktycznych po doświadczeniach ze szczepieniami przeciw COVID-19 może wzbudzić równie duże, jeśli nie większe kontrowersje niż dekadę temu. Czy w takim razie zamiast forsować przymus badań profilaktycznych nie warto zastanowić się nad innymi rozwiązaniami?

Przyjrzyjmy się ocenom społecznym. Raport z audytu społecznego narodowych programów profilaktyki nowotworowej zrealizowany w 2016 roku przez fundację My Pacjenci wykazał między innymi, że zdecydowana większość kobiet uważa, że badania cytologiczne powinny być obowiązkowe dla wszystkich kobiet. Odpowiedzi takiej udzieliło 71,5% badanych kobiet. Jednak wśród kobiet zagrożonych wykluczeniem społecznym zaledwie 1% uważał, że badania cytologiczne powinny być obowiązkowe dla wszystkich pań. W tej grupie przymus profilaktyki może przynieść skutek odwrotny od zakładanego. Dla mnie kluczowa okazała się obserwacja, że aż 84 % pań zadeklarowało, że zrobiłoby badanie cytologiczne, gdyby kobiety regularnie się badające płaciły mniejszą składkę na ubezpieczenie zdrowotne.

W mojej ocenie przymus, do którego odwołuje się minister Adam Niedzielski nie jest dobrym rozwiązaniem i tu zgadzam się z oceną posłanki Prawa i Sprawiedliwości Iwony Arent wyrażoną przed dekadą. Pomijając nadrzędną potrzebę edukacji zdrowotnej, zachęta finansowa jest lepszym motywatorem. Jest nim tym bardziej, że co do zasady każdy może żyć tak tylko, jak to uważa za słuszne pod warunkiem, że nie wpływa to na życie innych osób. Ważne by czynił to na własny rachunek. Poza wszystkim, przymus do czegokolwiek wprowadzony na rok przed wyborami może nie uzyskać akceptacji politycznej, a skuteczność tak ukształtowanej polityki publicznej wydaje się wątpliwa.

Refleksje na 56 lutego 2022 roku

Damian Mierzyński

Wsparcie medyczne dla obywateli Ukrainy a pomoc Komisji Europejskiej

Minister podał, iż jego urzędnicy szacują koszty opieki medycznej dla uchodźców z Ukrainy na poziomie 300 mln zł miesięcznie na każdy milion uchodźców. Oznacza to, że gdybyśmy gościli w Polsce stałą liczbę 1,5 mln uchodźców kwota rocznej opieki wyniosłaby 5 mld 400 mln zł. Czy to dużo czy mało? Dla ułatwienia odpowiedzi  dodam, że roczny koszt programu 500+ to ok. 41 mld zł, a  dofinansowanie telewizji publicznej z budżetu to rocznie 2 mld zł.

Minister Niedzielski narzeka jednak w tym samym wątku, iż ze strony Unii Europejskiej Polska nie otrzymała żadnego realnego wsparcia finansowego. Przyznał wprawdzie, że jednym z priorytetowych obszarów, który działa, było oczekiwanie wobec Komisji Europejskiej stworzenia systemu pozwalającego transferować pacjentów szczególnie przewlekle chorych. Załatwienie współfinansowania opieki przez Unię to „w gruncie rzeczy priorytet mojego działania” – powiedział Niedzielski.  W tym miejscu przypomnieć należy dwie kwestie. Pierwsza z nich to rozgrzebane wciąż negocjacje  Polski z Komisją Europejską w sprawie Krajowego Planu Odbudowy, gdzie kwestie wsparcia systemu zdrowotnego rozbijają się o upór ministerstwa co do wydawania środków na wsparcie infrastruktury szpitalnej zamiast na podstawową opiekę zdrowotną, ale także  – a może przede wszystkim – o brak współpracy Polski z KE w zakresie praworządności i reformy sądownictwa. Druga kwestia to pełne pewności siebie oświadczenia Premiera i szefa Narodowego Banku Polskiego, że Polska tak naprawdę nie potrzebuje żadnych pieniędzy z Unii i znakomicie się bez nich sama obejdzie. Coś się zmieniło? Chyba wszystko – i tylko nie wiadomo jak wyjść teraz z twarzą z tych słów.

Ukraińscy lekarze w Polsce

Minister wskazał, że od wejścia w życie uproszczonej procedury przyjmowania lekarzy z zagranicy (czyli od początku 2021 r.) do polskiego systemu wpisano 1.450 lekarzy w tym 700 z Ukrainy. Od początku wojny 24 lutego przyjęto 70 nowych lekarzy z Ukrainy. Tak więc chyba tu wojna nie spowodowała przyspieszenia czy wzrostu liczby przyjęć do zawodu. Może warto postawić sobie pytanie dlaczego i czy kwestia sytuacji uchodźców nie jest szansą dla naszego systemu ochrony zdrowia dotkniętego przecież chronicznym deficytem profesjonalnego personelu medycznego. Czy nie byłoby wskazane opracowanie  systemowego programu dla personelu medycznego z Ukrainy?

Polska nie zapłaci za szczepionki

Ministrowi dość łatwo przychodzi sformułowanie, iż rząd chce zerwać umowy z producentami szczepionek przeciwko Covid19. Przyznaje przy tym, iż w Polsce obecnie jest więcej szczepionek niż chętnych do szczepienia. To chyba niezbyt chlubna konstatacja w ustach ministra odpowiedzialnego za szczepienia biorąc pod uwagę, iż stan zaszczepionych pełną dawką w Polsce kształtuje się dziś na poziomie zaledwie 51%. Wedle ministra zaoszczędzone środki mogłyby posłużyć finansowaniu pomocy dla uchodźców. Nie wiemy o jakich kwotach jest mowa – na pewno dalekich od szacowanych rocznych kosztów opieki nad uchodźcami. Niepokoi jednak co innego – niepotrzebna jak się wydaje publiczna zapowiedź Pana Ministra, iż „będziemy [rząd] wykonywali takie agresywne ruchy”. Oby nie zostało to zapamiętane na czas, gdy będziemy w  następnej, covido-podobnej potrzebie. Czy minister zapomniał o takiej archaicznej jak widać zasadzie pacta sunt  servanda? Źle by to wróżyło generalnie w ustach przedstawiciela władzy wykonawczej.

I na koniec refleksja dotycząca pewnej perspektywy czasowej. O wysokim ryzyku wybuchu wojny i najazdu Rosji na Ukrainę polski rząd wiedział od listopada 2021 r. z informacji wywiadu USA. Czy nie można było przez miesiące do 24 lutego br. przygotować naszego państwa do funkcjonowania w trybie nadzwyczajnym? Historia lubi się powtarzać, ale może jednak to zbyt często i chętnie tolerujemy.

 

[1] 56 lutego 2022 roku. Najazd Rosji na Ukrainę miał miejsca 24 lutego 2022. Alegorycznie czas od tego dnia w wieu miejscach się zatrzymał.

Dwie ważne nominacje niemal tego samego dnia – czy to przypadek?

gov.pl

Koniec ubiegłego tygodnia upłynął pod znakiem zmian w rządzie. W czwartek 7 kwietnia premier Mateusz Morawiecki powołał na stanowisko wiceministra zdrowia Marcina Martyniaka, który w resorcie zdrowia będzie odpowiadał za departamenty z obszaru inwestycyjnego oraz analitycznego. Wypełni lukę po Sławomirze Gadomskim, który zrezygnował ze stanowiska pod koniec stycznia tego roku, a obecnie pełni funkcję zastępcy prezesa Agencji Badań Medycznych ds. finansowania badań. Z kolei prezydent Andrzej Duda powołał w piątek Waldemara Budę na urząd ministra rozwoju i technologii. Wcześniej Waldemar Buda pełnił funkcję sekretarza stanu w Ministerstwie Funduszy i Polityki Regionalnej. W resorcie odpowiadał m.in. za negocjacje z Komisją Europejską w sprawie Krajowego Planu Odbudowy.

Co łączy te dwie nominacje? Z pewnością Marcin Martyniak i Waldemar Buda to postacie z kręgu wpływów premiera Mateusza Morawieckiego.  Postanowiliśmy bliżej przyjrzeć się kim jest nowy wiceminister zdrowia Marcin Martyniak. Z notki biograficznej zamieszczonej na stronie internetowej Ministerstwa Zdrowia wynika, że jest absolwentem Wydziału Zarządzania Uniwersytetu Warszawskiego na kierunkach finanse i rachunkowość oraz zarządzanie. Studiował również Business Management na Wydziale Nauk Ekonomicznych i Zarządzania na ULHT w Lizbonie. Obecnie jako uczestnik studiów doktoranckich na Uniwersytecie Warszawskim prowadzi działalność naukowo-badawczą oraz dydaktyczną w ramach Katedry Gospodarki Narodowej UW.

Z uchwały Wydziału Zarządzania UW dowiedzieliśmy się, że Marcin Martyniak ma otwarty przewód doktorski w dziedzinie nauk ekonomicznych w dyscyplinie nauki o zarządzaniu pt.: „Uwarunkowania innowacyjności i rozwoju sektora energetycznego w Polsce”, a jego promotorem jest prof.  Alojzy Zbigniew Nowak, obecnie rektor Uniwersytetu Warszawskiego w kadencji 2020–2024.

Ze strony MZ dowiadujemy się także, że Marcin Martyniak dotychczas był Szefem Gabinetu Politycznego Ministra Zdrowia oraz przedstawicielem Prezesa Rady Ministrów w Radzie Funduszu Medycznego. Zadaniem Rady Funduszu Medycznego jest coroczna analiza i ocena skuteczności działalności Funduszu Medycznego pod względem poprawy – między innymi dostępności do świadczeń zdrowotnych, technologii lekowych i programów profilaktycznych. Rada ma możliwość przygotowania rekomendacji i zgłaszania ministrowi zdrowia propozycji dotyczących przyszłych działań funduszu.

Doświadczenie zawodowe zdobywał także w sektorze prywatnym. Współtworzył i zarządzał innowacyjnymi przedsięwzięciami biznesowymi, gdzie odpowiadał m.in. za realizację ich strategii rozwoju i finansowanie. Pracował w centralnym zespole eksperckim w Kancelarii Prezesa Rady Ministrów, gdzie odpowiadał m.in. za analizy i doradztwo w obszarze gospodarczym, inwestycyjnym oraz zdrowotnym.

Teraz Marcin Martyniak będzie odpowiedzialny w Ministerstwie Zdrowia za prace departamentów z obszaru inwestycyjnego oraz analitycznego, a więc będzie m.in. nadzorował inwestycje w ochronie zdrowia finansowane ze środków europejskich.

Z kolei Waldemar Buda, nowy wiceminister rozwoju i technologii, od 15 listopada 2019 r. pełnił funkcję sekretarza stanu w Ministerstwie Funduszy i Polityki Regionalnej. W resorcie odpowiadał m.in. za negocjacje z Komisją Europejską w sprawie Krajowego Planu Odbudowy. Wcześniej, od 4 czerwca 2019 r., sprawował funkcję sekretarza stanu w Ministerstwie Inwestycji i Rozwoju. Od 23 lipca 2019 r. jest również pełnomocnikiem rządu do spraw partnerstwa publiczno-prywatnego.

W związku z przejściem Waldemara Budy z Ministerstwa Funduszy i Polityki Regionalnej do Ministerstwa Rozwoju i Technologii skierowaliśmy pytanie do biura prasowego tego ostatniego. Zapytaliśmy czy ta zmiana pociągnie za sobą coś więcej – czy teraz resort rozwoju przejmie od ministerstwa funduszy obszar unijnych funduszy. „Minister rozwoju i technologii Waldemar Buda będzie prowadził negocjacje z Komisją Europejską w sprawie odblokowania Krajowego Planu Odbudowy” – odpowiedziało na Biuro Komunikacji Ministerstwo Rozwoju i Technologii.

Minister rozwoju i technologii Waldemar Buda zastąpił na tym stanowisku Piotra Nowaka, zdymisjonowanego przez premiera Mateusza Morawieckiego. Jak informował „Business Insider”,  pretekstem mogła być wypowiedź Piotra Nowaka, że pieniądze z Krajowego Planu Odbudowy zostaną Polsce odblokowane. „Taka wypowiedź, którą Nowak opierał na rozmowach z unijnymi komisarzami, faktycznie padła. Tyle że były szef resortu rozwoju podkreślał, że nie wie, kiedy do tego dojdzie, bo rozmowy i negocjacje w sprawie KPO prowadzi premier Mateusz Morawiecki z szefową Komisji Europejskiej Ursulą von der Leyen. Minister poległ w walce o wpływy, jakie toczą w PiS wicepremier Jacek Sasin i Mateusz Morawiecki, a był zaliczany do ekipy tego pierwszego” – informuje magazyn.

Wygląda więc na to, że dwaj ludzie współpracujący blisko z premierem, zostali „oddelegowani” do spraw związanych ze funduszami unijnymi a Ministerstwo Funduszy i Polityki Regionalnej utraciło kompetencje w zakresie kluczowych dla Polski negocjacji w sprawie blokowanego przez UE Krajowego Planu Odbudowy. Co wyniknie z połączenia tych dwóch nominacji – przekonamy się zapewne wkrótce.

Flagowe projekty Ministerstwa Zdrowia w „legislacyjnym korku”

Piotr Cierkosz (Unsplash)

Projekt ustawy o jakości w opiece zdrowotnej i bezpieczeństwie pacjenta został skierowany do konsultacji publicznych 22 lipca 2021 r., a na konsultacje przewidziano 30 dni. Raport z konsultacji, aktualny projekt ustawy oraz zaktualizowaną Ocenę Skutków Regulacji opublikowano na stronie internetowej Rządowego Centrum Legislacji 28 października 2021 r. Jak czytamy w OSR, celem projektu jest wdrożenie rozwiązań prawno-organizacyjnych, które w sposób kompleksowy i skoordynowany będą realizowały priorytety polityki zdrowotnej w obszarze jakości. Przedmiotem uregulowania będzie wprowadzenie rozwiązań w zakresie:

  • autoryzacji podmiotów wykonujących działalność leczniczą (szpitale);
  • monitorowania zdarzeń niepożądanych;
  • usprawnienia akredytacji w ochronie zdrowia;
  • usprawnienia wypłaty pacjentom rekompensat za zdarzenia medyczne;
  • tworzenia i prowadzenia rejestrów medycznych.

Uregulowanie kwestii systemowego monitorowania jakości udzielanych świadczeń zdrowotnych w drodze odrębnego aktu prawnego pozwoli na:

  • poprawę skuteczności diagnostyki i leczenia przez systematyczną ocenę wskaźników jakości;
  • stałe udoskonalanie praktyki klinicznej przez prowadzenie rejestrów medycznych;
  • poprawę bezpieczeństwa i satysfakcji pacjenta przez rejestrowanie i monitorowanie zdarzeń niepożądanych;
  • stworzenie warunków do systematycznej oceny jakości świadczeń opieki zdrowotnej finansowanych ze środków publicznych i upubliczniania tych informacji;
  • uzyskanie porównywalności podmiotów udzielających świadczeń pod względem jakości i skuteczności oferowanej opieki oraz udostępnienie wyników opinii publicznej;
  • stworzenie warunków umożliwiających finansowe motywowanie podmiotów udzielających świadczeń opieki zdrowotnej finansowanych ze środków publicznych do podnoszenia poziomu jakości;
  • efektywniejsze wykorzystanie środków publicznych w obszarze zdrowia.

Projekt ustawy w swojej pierwotnej wersji zakładał wprowadzenie wymogu autoryzacji podmiotów wykonujących działalność leczniczą w rodzaju świadczenia szpitalne w zakresie udzielania przez nie świadczeń opieki zdrowotnej finansowanych ze środków publicznych. Autoryzacji mieli udzielać Dyrektorzy Oddziałów Wojewódzkich Narodowego Funduszu Zdrowia w formie decyzji administracyjnej na wniosek podmiotów podlegających autoryzacji na okres 5 lat.

Zadania realizowane przez Rzecznika Praw Pacjenta w związku z wypłatą świadczeń kompensacyjnych mają zastąpić dotychczasową działalność 16 wojewódzkich komisji do spraw orzekania o zdarzeniach medycznych. Zostaną one zatem zlikwidowane.

Do projektu zgłoszono 1614 uwag. „Pełna ocena rozwiązań zaproponowanych w projekcie ustawy jest bardzo utrudniona ze względu na ogólne zapisy ustawy i liczne odniesienia do aktów wykonawczych, m.in. w zakresie zasad i trybu monitorowania jakości świadczeń, minimalnych wymogów wewnętrznego systemu zapewnienia jakości i bezpieczeństwa oraz minimalnych kryteriów przyznania świadczenia kompensacyjnego” – to jedna z uwag zgłoszonych przez Fundację My Pacjenci.

Polska Federacja Szpitali zwraca uwagę, że zgodnie z projektem standardy akredytacyjne przygotowuje NFZ, kierując się opinią Rady Akredytacyjnej. PFSz pyta: „gdzie ta Rada powstanie, ma być przy NFZ? Dlaczego nie Rada, ale poza NFZ, co pozwoli na zachowanie idei akredytacji. która nie powinna być wykonywana przez płatnika”. „Nie do przyjęcia jest to, aby płatnik, który przeprowadza konkursy na realizacje świadczeń opieki zdrowotnej finansowanych ze środków publicznych, finansuje te świadczenia, kontroluje ich realizację ma jednocześnie dopuszczać poprzez system autoryzacji podmioty do funkcjonowania w ramach systemu publicznego, ma równocześnie przyznawać certyfikaty akredytacyjne, ma też tworzyć standardy akredytacyjne, ma określać status jakościowy szpitali i ma nadzorować jakość” – dodają Pracodawcy RP.

Federacja Porozumienie Zielonogórskie podnosi z kolei, że „projektowana ustawa powinna zostać rozszerzona o wyraźne zobowiązanie NFZ do zwiększenia finansowania podmiotów leczniczych, aby koszty przygotowania do autoryzacji i później akredytacji nie powodowały odbierania środków przeznaczonych na świadczenia medyczne. Ustawa o jakości nie może wszak doprowadzić do pogorszenia jakości świadczeń a w aktualnym brzmieniu projektu jest takie ryzyko, gdyż nie przewidując dodatkowych środków nakłada się nowe obowiązki na i tak przepracowany personel podmiotów medycznych”. Natomiast w ocenie Prezydium Naczelnej Rady Lekarskiej, „wprowadzenie rejestru zdarzeń niepożądanych jest dobrą propozycją, ale zastrzeżenia budzi nieokreśloność wykorzystania i publikowania danych o tych zdarzeniach. Z projektu wynika, że w corocznych raportach powinny znaleźć się informacje o liczbach i rodzajach zdarzeń niepożądanych”.

Komitet Rady Ministrów ds. Cyfryzacji przyjął projekt ze zmianami i rekomendował go Stałemu Komitetowi Rady Ministrów – wynika z protokołu zamieszczonego na stronie RCL 27 grudnia 2021 r.

Zgodnie z zapowiedziami Ministerstwa Zdrowia ustawa o jakości w opiece zdrowotnej i bezpieczeństwie pacjenta miała wejść w życie 1 stycznia 2022 r. Ministerstwo Zdrowia poinformowało nas, że „celem projektu ustawy jest wdrożenie rozwiązań prawno-organizacyjnych, które w sposób kompleksowy i skoordynowany będą realizowały priorytety polityki zdrowotnej w obszarze jakości. Przewidziane w ustawie rozwiązania wymagają od podmiotów wykonujących działalność leczniczą wprowadzenia zmian w organizacji i funkcjonowaniu, tak aby dostosować swój potencjał do wymagań, jakie nakłada na te podmioty projektowana ustawa. W listopadzie i grudniu ubiegłego roku projekt ustawy był poddany szerokim konsultacjom publicznym i społecznym, został również przedłożony m.in. pod obrady Komisji Wspólnej Rządu i Samorządu Terytorialnego oraz Zespołu Trójstronnego ds. Ochrony Zdrowia. Wobec zgłoszonych licznych uwag i wątpliwości, konieczna była rekapitulacja projektu i przeprojektowanie pierwotnych założeń projektu, tak aby uwzględnić uzgodnione z partnerami zmiany. Na podstawie zgłoszonych w trakcie konsultacji uwag, zaktualizowano przepisy dostosowujące je do zgłaszanych wątpliwości. Opracowano również projekty aktów wykonawczych do ustawy. Obecnie ustawa oczekuje na przedłożenie pod obrady najbliższego posiedzenia Stałego Komitetu Rady Ministrów”.

Jak informował w styczniu „Rynek Zdrowia”, MZ nie uwzględnił większości uwag zgłoszonych do projektu. Stronie społecznej udało się przekonać MZ jedynie do tego, by akredytacji szpitali udzielał minister zdrowia, a nie prezes NFZ i by pacjenci mogli zgłaszać zdarzenia niepożądane do biura Rzecznika Praw Pacjenta (projekt ustawy oraz raport z konsultacji dostępne są TUTAJ).

 


 

Kolejny flagowy projekt Ministerstwa Zdrowia dotyczy modernizacji i poprawy efektywności szpitalnictwa. Do konsultacji publicznych został skierowany 30 grudnia 2021 r., wyznaczono na nie 30 dni. Na stronie internetowej RCL próżno jednak szukać informacji dotyczących ich wyniku. Projekt zakłada „poprawę efektywności ekonomicznej podmiotów szpitalnych przez restrukturyzację zadłużenia oraz dokonanie ich ewaluacji i przypisanie do odpowiedniej kategorii, która będzie warunkowała działania rozwojowe i naprawcze jakie zostaną podjęte w poszczególnych podmiotach:

  • kategoria A – podmiot szpitalny w dobrej sytuacji ekonomiczno-finansowej, który tworzy plan rozwojowy podmiotu szpitalnego kategorii A,
  • kategoria B – podmiot szpitalny wymagający wdrożenia działań optymalizacyjnych, który tworzy plan rozwojowy podmiotu szpitalnego kategorii B albo w stosunku do którego wszczyna się postępowanie naprawczo-rozwojowe, na jego wniosek,
  • kategoria C – podmiot szpitalny wymagający wdrożenia działań naprawczo-rozwojowych, w stosunku
  • do którego Prezes ARS wszczyna postępowanie naprawczo-rozwojowe,
  • kategoria D – podmiot szpitalny wymagający pilnego wdrożenia działań naprawczo-rozwojowych, w stosunku do którego Prezes ARS wszczyna postępowanie naprawczo-rozwojowe oraz uzyskuje uprawnienie do powoływania i odwoływania kierownika tego podmiotu szpitalnego.

Projekt przewiduje także m.in. utworzenie systemu nadzoru nad procesami naprawczo-rozwojowymi podmiotów szpitalnych przez powołanie instytucji Agencji Rozwoju Szpitali. Założenia ustawy wywołały lawinę krytyki.  „Autorzy tego projektu wyszli z założenia, że głównym problemem szpitali jest dziś złe zarządzanie, więc jako receptę wskazują kontrolowanie, sprawdzanie, nadzór, egzaminowanie i ewentualnie wymianę dyrektorów i kadry menedżerskiej” – mówił w rozmowie z agencją „Newseria” Jarosław Fedorowski, prezes Polskiej Federacji Szpitali. Jak ocenia, w projekcie ustawy nie ma żadnych mechanizmów, które sprzyjałyby modernizacji placówek, wprowadzaniu do nich nowych technologii czy pomocy finansowej. Zabrakło też narzędzi, które wspierałyby kompleksową reformę szpitalnictwa w kierunku opieki koordynowanej.

Z wyliczeń Federacji Przedsiębiorców Polskich wynika, że gdyby kategoryzacja odbyła się według zapisów określonych w aktualnym projekcie ustawy i była oparta na wynikach finansowych szpitali za 2020 rok, to 185 spośród 574 placówek musiałoby poddać się restrukturyzacji, a kolejne 259 z kategorii B miałoby do tego prawo. Zaledwie 130 szpitali otrzymałoby kategorię A. Projekt ustawy o modernizacji i poprawie efektywności szpitalnictwa krytycznie oceniła już m.in. Unia Metropolii Polskich, Pracodawcy RP, Ogólnopolski Związek Zawodowy Pielęgniarek i Położnych i Naczelna Rada Lekarska. „Zmiany proponowane w projekcie ustawy o modernizacji i poprawie efektywności szpitalnictwa z dnia 29.12.2021 r., to niebezpieczny krok w stronę dalszej marginalizacji samorządów. Jest to próba centralizacji o bezprecedensowej skali i gigantycznym znaczeniu ustrojowym. Żadna z wcześniejszych zmian dążących do pozbawienia samorządów kompetencji nie miała takiego ładunku ustrojowego, jak proponowane reformy” – ocenia Unia Metropolii Polskich. Z kolei Pracodawcy RP podkreślają, że „z żadnych przepisów nie wynika, by nakłady na szpitalnictwo miały wzrosnąć, zatem restrukturyzacja w ramach obecnego finansowania szpitali musiałaby polegać na ograniczeniu działalności i wydatków, co skutkowałoby zmniejszeniem liczby personelu, a to przy obecnych brakach kadrowych nie wydaje się być możliwe z uwagi na ryzyko przerwania ciągłości udzielania świadczeń”. Naczelna Rada Lekarska zwraca uwagę, że projekt ustawy nie dotyczy żadnych istotnych elementów funkcjonowania szpitali, a wyłącznie sposobu zarządzania finansami oraz osób zarządzających szpitalami. „Trudno nie odnieść wrażenia, że ukrytym celem ustawy jest wymiana kadry kierowniczej szpitali. Dąży się przy tym do stworzenia przekonania, że to błędy w zarządzaniu szpitalami są przyczyną ich narastającego zadłużenia, a nie ich chroniczne niedofinansowanie. Tymczasem zadłużenie Szpitali jest wynikiem stale pogarszających się warunków ich finansowania, na co samorząd lekarski zwracał wielokrotnie uwagę” – ocenia NRL. Projekt ustawy dostępny jest TUTAJ

Biuro komunikacji MZ poinformowało nas, że „projekt ustawy o modernizacji i poprawie efektywności szpitalnictwa 30 grudnia 2021 r. został skierowany do konsultacji publicznych i opiniowania (z 30-dniowym terminem zgłaszania uwag) oraz uzgodnień (z 21-dniowym terminem zgłaszania uwag). W sumie do projektu wpłynęło ponad 2000 uwag od niemal 100 podmiotów. Obecnie trwa analiza i odnoszenie się do poszczególnych uwag”.

Otrzymuj informacje od IZiD
ikona ikona ikona