Ben Hershey (Unsplash)

Choć wobec założeń reformy szpitali pada wiele krytycznych słów, ja poświęcam im czas, gdyż mierzą się z bezmiarem partykularyzmu, co traktuję jako wartość samą w sobie. Czy ten partykularyzm są w stanie okiełznać? Moim zdaniem w niewielkim stopniu, ale to nie powód by zamykać dyskusję.

Dialog społeczny, Finansowanie, Jakość i bezpieczeństwo, Ład organizacyjny, Ocena skutków regulacji, Opinie, Reformy, Wartość publiczna, Zdrowie publiczne

Reforma szpitali – błąd w założeniach.

dr Robert Mołdach | 08.06.2021

UDOSTĘPNIJ
mailtwitterFacebooklinkedinmailtwitterFacebooklinkedin

To nie jest dokument, który może satysfakcjonować. Dobrze jednak, że powstał. Jego słabością nie jest tak krytykowana jakość merytoryczna czy metodyczna. Przeciwnie, pod wieloma względami należy docenić, że autorzy nazwali problemy sektora, przedstawili wariantowe rozwiązania, dokonali analizy ryzyka, pokazali obszary niepewności. To byłaby nowa jakość w kształtowaniu prawa w Polsce, gdyby nie błąd krytyczny popełniony na etapie założeń. Reforma szpitali nie może bowiem być podporządkowana dyskusji ich sytuacji ekonomiczno-finansowej. Równie istotne są kwestie jakości i dostępności, a te w przedstawionym opracowaniu zostały potraktowane nader skrótowo, jeśli nie wręcz marginalnie.

W kwestii dostępności świadczeń kategoryzacja szpitali, które ma być głównym instrumentem reformy, przywołuje zgodność z mapami potrzeb zdrowotnych. Jednak rzeczywistość ostatnich lat pokazała, że dowiedzenie zgodności z mapami potrzeb zasadniczo nie było problemem przy tej skali deficytu opieki. Silniejszy okazywał się partykularyzm właścicielski podszyty kontekstem politycznym niż faktyczna zgodność z mapami potrzeb. Obyśmy się nie zdziwili, gdy po wdrożeniu proponowanej reformy, te najbardziej dublujące ofertę szpitale, z silnymi politycznie właścicielami lub poczynionymi znaczącymi, ale chybionymi inwestycjami, za którymi kryje się odpowiedzialność polityczna, znajdą się w grupie „A”, czyli szpitali niekwalifikujących się do restrukturyzacji. Oby nie zdarzyło się jeszcze coś gorszego, gdy o przynależności do danej grupy będzie decydować zabarwienie polityczne podmiotu tworzącego. Opierając się na mapach potrzeb wykluczyć tego niestety nie można.

Aby ograniczyć takie ryzyko konieczny jest polityczny konsensus oparty na merytorycznych podstawach. Jego źródłem powinny być obiektywne Plany Transformacji szpitali (mapy świadczeń) wypracowane w dialogu z interesariuszami. Wykorzystywany w opracowaniu termin „dopasowanie profilem do potrzeb regionalnych” nie może być sprowadzony do koncentracji świadczeń, gdyż w miejscach ich dekoncentracji musi zostać stworzona alternatywna oferta odpowiadająca potrzebom i ambicjom lokalnych społeczności. Jej wypracowanie to bez porównania trudniejsze zadanie niż ocena sytuacji ekonomicznej. W opracowaniu tylko w dwóch miejscach wspomina się o Planach Transformacji. Tymczasem to one powinny być kluczowym narzędziem reorganizacji systemu świadczeń. Skoro autorzy zrezygnowali z rekomendowania wariantów siłowych, sformułowanie takich planów w stosunku do najbardziej problematycznych szpitali nie będzie możliwe bez dialogu i konsensusu. Dyskusji tego elementu w opracowaniu zabrakło.

O ile jeszcze kwestia dostępności daje nadzieje, że w pewnym choć nie najistotniejszym obszarze może się powieść (głównie w relacji do szpitali powiatowych, o słabej kondycji, z rozdrobnioną strukturą świadczeń), o tyle dyskusja jakości pozostawia wiele do życzenia. Owszem, z koncentracją świadczeń koreluje pod pewnymi założeniami kondycja finansowa i jakość opieki. Jednak w ogólności zależność ta nie jest regułą. Możemy spotkać się ze szpitalami ratującymi kondycję finansową wysoko wycenionymi procedurami, oferującymi kiepską jakość przy w sumie znośnych wynikach. Nawet można próbować bronić tezy, że odpowiadają na potrzeby, ale czy z tego powodu mają trafić do kategorii „A”? Możemy także spotkać szpitale gwarantujące dobrą jakość w wąskich obszarach kosztem innych, gdzie generalnie nie chcielibyśmy być leczeni. Wreszcie nie można wykluczyć sytuacji, w której dobre wyniki finansowe są skutkiem nadmiernych oszczędności przekładających się na jakość opieki i warunki pracy. Rzeczywistość jest bardziej złożona niż zakładają autorzy opracowania. Sytuacja ekonomiczno-finansowa szpitala nie może być dominującym elementem jego oceny. Jeśli przejrzeć zadania Agencji Rozwoju Szpitali, poza potencjalnym wpływem na jakość inwestycji i certyfikacją kadr zarządzających, nie ma tu słowa o jakości. Dla jasności, Agencja sama nie musi badać jakości, jednak powinna ją brać pod uwagę przy kategoryzacji szpitali.

Obiektywnie mierzona jakość powinna odgrywać tę samą rolę przy kategoryzacji szpitali co ich sytuacja finansowa.

Zamiast czterech kategorii szpitali rozpiętych na osi finansów widziałbym ich macierz rozpiętą na dwóch osiach – finansów oraz jakości. Kwestie dostępności pozostawiłbym natomiast uzgodnieniom w ramach konsensusu planów transformacji. Polityka nie tylko w Polsce wygrywa z matematyczną logiką.

Dlaczego więc mimo tak istotnych uwag do opracowania nie przyłączam się do chóru jego krytyków? Ba! Dlaczego staram się dostrzegać jego dobre strony? Czynię tak, gdyż wierzę, że dyskusja ma sens a kontestacja prowadzi jedynie do polaryzacji. Traktuję to opracowanie jako głos regulatora otwierający dyskusję, a nie ją zamykający. I pragnę wierzyć, że się nie mylę.


O Autorze

Robert Mołdach

dr Robert Mołdach


  • Partner, Prezes IZiD,
  • Członek Zespołu Ekspertów przy Rzeczniku Praw Pacjenta

  • Tematy naszych publikacji:

    Nr telefonu:

    601 219 608

    Email:

    robert.moldach@izid.pl

    Więcej tego autora


     


    Głos ekspertów

    Słowa kluczowe

    Otrzymuj informacje od IZiD
    ikona ikona ikona