Maciej Mądrala, prezes CM MAVIT Grupa LUXMED, o deficycie zdrowotnym wywołanym pandemią

2021-01-27

W cyklu "Demokratycznie o zdrowiu" poruszamy problem kształtowania wartości publicznej w ochronie zdrowia. Przyglądamy się dziedzinom medycyny i sytuacji wszystkich pacjentów. Pandemia wywiera kolosalny wpływ na zdrowie społeczeństwa. W dzisiejszym odcinku Robert Mołdach rozmawia z Maciejem Mądralą, prezesem Centrum Medycznego MAVIT, Grupa LUXMED, który nie ma złudzeń, że deficyt w samym tylko leczeniu zaćmy w 2020 r. będzie wynosił co najmniej 100 tys. operacji. Pyta, kiedy będzie ten moment, w którym będziemy mogli powiedzieć: tak, zaczynamy nadrabianie deficytu zdrowotnego? Odpowiedź usłyszycie Państwo w podcaście.

 

 

Robert Mołdach: W ochronie zdrowia mamy do czynienia nie tylko z wyzwaniem, jakim jest walka z pandemią, ale także z wyzwaniem, jakim jest zaspokojenie potrzeb innych chorych. Wydaje się, że można odnieść wrażenie, że mimo wysiłku środowiska, COVID-19 zdominował kształtowanie wartości publicznej w ochronie zdrowia i dopiero teraz rozpoczynamy dialog, w którym mówimy o skutkach pandemii dla innych grup chorych. Problemy to niezdiagnozowane choroby, odroczone terapie, bardziej zawansowane stadia chorób, z którymi zgłaszają się pacjenci. Nie ominęły one także okulistyki. Ich rozwiązanie wymaga w mojej ocenie dwóch rzeczy – dostępności świadczeń i zapewnienia bezpieczeństwa opieki. I o to chciałem Pana Prezesa zapytać. Jak, patrząc z perspektywy świadczeniodawcy, można pomóc pacjentom, aby z jednej strony jak najlepiej zachęcić ich do leczenia, a z drugiej strony zapewnić jakość i bezpieczeństwo terapii.

Maciej Mądrala: Dostosowanie do pandemii rozpoczęliśmy już w marcu ubiegłego roku, kiedy nastąpił lockdown i bardzo mocne zatrzymanie większości usług przez nas realizowanych. Pierwszy etap to było zabezpieczenie środków ochrony osobistej, wprowadzenie triażu pacjentów i personelu i krok po kroku dostosowanie naszej infrastruktury. Staraliśmy się dostosować nasze ośrodki do reżimu sanitarnego, który jest niezbędny. Udało nam się to bardzo szybko przeprowadzić. W ślad za tym ruszyliśmy z akcją informacyjną o tym, co robimy, w jaki sposób postępujemy i dlaczego pacjent w naszych ośrodkach winien czuć się bezpiecznie.

R.M.: Pytanie, które mnie nurtuje, to jaki jest poziom świadomości pacjentów i czy to skłania ich do przyjścia do placówki. Problemem w przypadku zaćmy czy leczenia chorób oczu jest to, że duża grupa pacjentów, by nie powiedzieć większość, to pacjenci starsi, którzy często nie mają świadomości i pełnej wiedzy, co się dzieje w szpitalach i przychodniach.

M.M.: Oprócz aktywnej komunikacji na naszej stronie internetowej, poprzez stronę na Facebooku, bardzo mocno zaangażowaliśmy nasze call center w informowanie o wszystkim co robimy, wszystkie ośrodki zostały oplakatowane. Już przed wejściem do placówek umieszczono plakaty i tablice mówiące o tym, jak należy postępować, jak należy się przygotować, zachować w centrum, w szczególności, że leczymy w kontekście operacji zaćmy pacjentów starszych, którzy wymagają szczególnej atencji. W ich przypadku zachorowanie na COVID-19 jest relatywnie większe niż w przypadku innych grup wiekowych. Z tego powodu wstrzymaliśmy naszą działalność planową, jeśli chodzi o operacje zaćmy, w naszym ośrodku w Warszawie, po to, żeby nabrać doświadczenia, nauczyć się nowej sytuacji, przygotować nas wszystkich do funkcjonowania w nowej rzeczywistości.

R.M.: Ale skutki tego są pewnie też takie, że pacjentów zgłaszało się mniej, a to pewnie rodzi określone konsekwencje tak dla pacjentów, jak i dla samego ośrodka.

M.M.: W pierwszym okresie pandemii, czyli marzec – maj, na pewno mówimy o bardzo dużym wstrzymaniu liczby pacjentów zapisujących się na operacje zaćmy. Od maja pacjenci zaczęli powracać, ale na pewno możemy powiedzieć, że liczba pacjentów zainteresowanych operacją zaćmy uległa zmniejszeniu rok do roku. Zmagaliśmy się też z ograniczeniami jeśli chodzi o dostępność naszych lekarzy, naszego personelu, gdyż zdarzały się zachorowania. Musieliśmy aktywnie reagować na nieobecności, ale w tej chwili można powiedzieć, że sytuacja w duże mierze się odtworzyła. Teraz to jest 89-90 proc. jeśli chodzi o zainteresowanie pacjentów, aczkolwiek jest grupa, to jest kilkanaście procent, która prosi o zmianę terminu operacji i w dużej mierze wskazuje na obawy związane z COVID-19. Ten rok (p.red. 2020) to będzie około 30 proc. spadek, jeśli chodzi o liczbę operacji, jakie wykonamy. Mówimy tutaj o operacjach zaćmy finansowanych przez Narodowy Fundusz Zdrowia.

R.M.: A jeżeli mówimy o spadku liczby pacjentów, to czy odnotował Pan zmiany dotyczące struktury terytorialnej, czy wiekowej? Czy bardziej wycofują się pacjenci z terenów niezurbanizowanych, starsi pacjenci? Czy taką korelację można już dziś określić?

M.M.: Na pewno widać, że część pacjentów spoza Warszawy czeka aż skala zachorowań mocno zmaleje albo aż pandemia się skończy. Myślę, że jest to związane z tym, że część pacjentów potrzebuje dodatkowego transportu i opieki kogoś, kto przywiezie na operacje, jest potrzeba noclegu. To są problemy, które muszą być rozwiązane, a trudniej je rozwiązywać w czasie pandemii niż wcześniej. 

R.M.: W takim razie czy zmniejszenie liczby pacjentów jest do nadrobienia? To jest pytanie, które wszyscy sobie stawiamy co się stanie po pandemii. Czy będzie tak, że będziemy mieli pandemię innych chorób – zaćmy, jaskry, AMD, retinopatii cukrzycowej. Co się musi wydarzyć, żeby ta druga pandemia nie nadeszła, Jakie muszą być spełnione warunki od strony organizacji systemu opieki zdrowotnej czy Waszej wewnętrznej pracy, aby z prawdopodobnym zwiększeniem liczby pacjentów dać sobie radę, a z drugiej strony nadrobić tę ukrytą kolejkę?

M.M.: Należy sobie zadać pytanie, w jakiej nowej rzeczywistości będziemy funkcjonować, jakimi ograniczeniami ona będzie obwarowana. Bo trzeba wspomnieć, że ograniczyliśmy liczbę pacjentów przyjmowanych w poradni właśnie po to, żeby stworzyć właściwe warunki, bezpieczne dla pacjentów i personelu. Istotne jest na ile będzie otwarta jednoznacznie furtka dla bezlimitowego finasowania zaćmy, gdyż takie jednoznaczne deklaracje pozwolą lepiej planować przyszłość i ewentualnie dostosować się do potrzeby nadrobienia deficytu operacyjnego. Z finansowaniem związany jest jeszcze jeden istotny aspekt – finasowanie operacji zaćmy obuocznej. Dla części pacjentów, u których nie występują przeciwskazania do wykonywania tego typu operacji, przeprowadzamy zabieg w tym samym czasie na jednym i drugim oku. Niestety trzeba tutaj podkreślić, że ta procedura jest słabiej finansowana niż dwie procedury realizowane oddzielnie. Myślę, że gdyby to wyrównać, byłby to dodatkowy motywator dla ośrodków okulistycznych, żeby docelowo, kiedy wrócimy do normalności, zwiększyć i nadgonić szybko zaległości, które powstały.

R.M.: Pytanie moje zmierza w taką stronę czy i kiedy. Czy to pewnie tak, ale kiedy faktycznie możemy wyjść z tej sytuacji, w której jesteśmy obecnie?

M.M.: Mogę powiedzieć o naszej perspektywie. Wiemy, że jesteśmy w stanie tak się przeorganizować, żeby w ramach naszego ośrodka warszawskiego przeprowadzać 20-30 proc. procedur więcej aniżeli w czasie przed pandemią. Jeżelibyśmy na taki poziom weszli, to zaległości pandemiczne bylibyśmy w stanie nadgonić w ciągu co najmniej 12 miesięcy. Jeżeli mielibyśmy tę liczbę operacji jeszcze zwiększyć, to musielibyśmy się do tego mocno przygotować. Nie chciałbym, żeby zwiększenie liczby operacji wiązało się ze zmniejszaniem poziomu bezpieczeństwa. Jakikolwiek krok ponad to, wymagałby dość istotnych zmian i tu wracamy do tego, czy na pewno będzie to światło: „posłuchajcie świadczeniodawcy, operujcie, zaćma będzie miała jednoznacznie zielone światło, naszym celem jest, żeby kolejki maksymalnie szybko skrócić”. Wspomnę, że według doniesień, które pojawiają się chociażby z Włoch, wskutek samej pierwszej fali epidemii włoskiej, kolejki we Włoszech uległy wydłużeniu z pół do półtora roku. Nie mamy złudzeń, że deficyt operacyjny będzie wynosił co najmniej 100 tys. operacji. Pytanie kiedy będzie ten moment, w którym będziemy mogli powiedzieć: tak, zaczynamy nadrabianie deficytu zdrowotnego.  

R.M.: To jest pasjonujące pytanie. Dzisiaj regulacje, jeszcze sprzed ładnych kilku miesięcy, w Narodowym Funduszu Zdrowia zakładały, że świadczeniodawcy nadrobią zaległości i rozliczą się z Funduszem do połowy przyszłego roku. Po tym, co Pan Prezes mówi, wydaje się to co najmniej trudne, jeśli nie niemożliwe.  Nie dysponujemy chyba danymi globalnymi, ale odnoszę wrażenie, że medycyna komercyjna obecnie nabiera na znaczeniu. Rodzi się w związku z tym pytanie w jakim stopniu jest to skutek ograniczenia dostępności świadczeń w sektorze publicznym, a w jakim konkurencyjnej wyceny w sektorze komercyjnym.  To może mieć wpływ na to, jaki mamy zakres dostępności świadczeń dla pacjentów i myślę, że może wpływać także na strukturę i proporcje świadczeń pomiędzy sektorem komercyjnym a publicznym. Czy Pan takie zjawisko obserwuje?

M.M.: Myślę, że tak. Jeśli mówimy o okulistyce, to mówimy głownie o działalności planowej. Mamy również szpital całodobowy w Katowicach, w  którym prowadzimy działalność w zakresie okulistyki, laryngologii, chirurgii szczękowo – twarzowej. Z tych dwóch perspektyw należy jednoznacznie powiedzieć, że działalność komercyjna w dużej mierze jest zależna od dostępności opieki publicznej. Jeżeli opieka publiczna nie działa, a pacjent potrzebuje leczenia, to oczywiście szuka usług na rynku komercyjnym, gdyż w większości przypadków kolejki do leczenia publicznego są po prostu bardzo długie. Wręcz są ośrodki, które nie mają kontraktu z NFZ i są dostępne tylko i wyłącznie komercyjnie. Jeżeli pacjent jest zdeterminowany, ma środki, które może przeznaczyć na leczenie komercyjne, decyduje się na to, również zauważając, że to jest bezpieczne, że w tych czasach czy w ośrodku publicznym, czy prywatnym można leczyć się bezpiecznie i tu nie ma żadnego rozgraniczenia. Myślę, że to z jednej strony kwestia dostępności do ośrodków publicznych, a z drugiej strony coraz większego przekonania co do tego, że za opiekę zwrotową, za usługi medyczne warto i można zapłacić.

R.M.: Z tego, co Pan Prezes mówi wyłania się obraz dużych wyzwań. Jakie rozwiązania na bazie doświadczeń Mavitu, a także doświadczeń płynących z sektora komercyjnego, rekomendowałby Pan wdrażać w skali systemu, aby przywrócić jego wydolność?

M.M.: My, żeby działać musimy być efektywnie i optymalnie zorganizowani. Cały czas zastanawiamy się co i jak pozmieniać, myślimy o rozwiązaniach opartych o telemedycynie, część z nich wprowadziliśmy, Zawsze staraliśmy się być blisko pacjenta i uzmysławiać pacjentom, że jeżeli mają problemy, to powinni się do nas zgłaszać.

R.M.: Czyli pierwszy wniosek to komunikacja.

M.M.: Absolutnie komunikacja i oczywiście komunikacja ukierunkowana na aspekt bezpieczeństwa. Rozumiem obawy osób starszych, one są naturalne, tylko powiedzmy sobie jasno, że część na pewno zakładała jeszcze kilka miesięcy temu, że pandemia już z końcem  tego roku się skończy, przeczekają te pół roku i będą mogli w zupełnie innych realiach przyjść na operację, ale to tak nie będzie. Uważam, ze to, co trzeba jednoznacznie komunikować, to że odwlekanie niezbędnego, wymaganego leczenia jest niewskazane. Taka akcja społeczna mogłaby być przeprowadzona tym bardziej, że powiedzmy sobie otwarcie, że odpukać, nie dzieje się źle, bo do żadnego zarażenia, o którym bym wiedział, w naszych ośrodkach nie doszło. Pacjent musi się czuć bezpiecznie i musi wiedzieć, że z podjęciem leczenia nie należy czekać. Szczególnie w odniesieniu do pacjentów starszych, czyli tych wymagających operacji zaćmy bądź iniekcji doszklistkowych realizowanych w ramach programu lekowego AMD. Bardzo istotne jest to, żeby podkreślać, że nie należy z leczeniem czekać. Jeżeli chodzi o pacjentów zaćmowych, to nie można zapomnieć o aspektach społecznych. Osoby, które mają problemy z widzeniem, gorzej na co dzień funkcjonują. Mówimy tutaj także o aspektach psychologicznych. Przeprowadzanie operacji, szczególnie u osób, które mają istotnie pogorszoną ostrość wzroku, jest w stanie odmienić ich codzienne funkcjonowanie. Uważam, że absolutnie należy się komunikować, że polska opieka zdrowotna, polska służba zdrowia pracują bezpiecznie, że należy w przypadku jednoznacznie stwierdzonych problemów zgłaszać się na leczenie. Chciałbym jeszcze zwrócić uwagę na jedną istotną sprawę. Dobrze, żeby pacjenci byli świadomi tego, że im mniejsza grupa będzie obecnie decydował się na operacje, tym dłuższe czasy oczekiwania, tym dłuższe kolejki będą w przyszłości. Myślę że jest to niezmiernie ważny aspekt tej sytuacji i z tego powodu wzmocniłbym dodatkowo przekonywanie pacjentów o konieczności podejmowania decyzji o poddaniu się operacji.

R.M.: Myślę, że wszyscy powinniśmy starać się i położyć nacisk w naszej pracy, aby o tym mówić, bo ten komunikat chyba jednak w wystarczającym stopniu do pacjentów jeszcze nie dotarł. Kwestia komunikacji, o której Pan Prezes mówił, wydaje się obecnie najważniejsza. Kwestie bezpieczeństwa i pracy operacyjnej placówek medycznych zostały rozwiązane. Bezpieczeństwo jest zapewnione na najwyższym możliwym poziomie. Problemem pozostaje dotarcie tego przekazu do odbiorców, czyli do pacjentów. 

Warszawa, 18 grudnia 2020 r.

« Powrót

 

Institute of Health and Democracy

Copyright © Instytut Zdrowia i Demokracji 2014-2021

Proszę czekać...