Szczepionki, wyciągi i dane rządowe. A zaufanie?

2020-11-25

Pandemia niestety ma się dobrze i trwa w najlepsze. Według danych publikowanych dzień po dniu z namaszczeniem przez Ministerstwo Zdrowia liczba dzienna zgonów przypisywanych COVID-19 rośnie i osiąga rekordowe liczby powyżej 500 dziennie (gdyby  taki poziom utrzymywał się przez rok oznaczałoby to, że z mapy Polski z powodu COVID znika miasto wielkości Częstochowy, Gdyni, Radomia, Torunia, czy Olsztyna). Patrząc na upływający tydzień, warto zwrócić uwagę na kilka wydarzeń, które rozbłysły na firmamencie medialnym, politycznym i społecznym. 

Widzieliśmy więc karnawał euforii spowodowanej informacjami o szansie na pojawienie się kolejnych, jeszcze lepszych szczepionek na COVID-19 (obecnie wiadomo już co najmniej o 7, które będą ze sobą konkurować ceną, skutecznością i czymś na czym od niedawna Polacy także zaczęli się znać czyli temperaturą przechowywania i transportu). Premier i jego świta spotyka się z prezesami i menedżerami koncernów i rozmawia o zamawianiu szczepionek (choć Polska będzie raczej beneficjentem umów zawieranych przez Komisję Europejską) i ich systemie dystrybucji (to akurat chyba domena rządu), minister zdrowia rozmyśla jak zaszczepić wszystkich Polaków szybko i sprawnie – a najlepiej bez NOPów (choć w badaniach aż połowa pytanych deklaruje, że nie chce zaszczepić się na COVID-19). Komisja Europejska studzi nastroje mówiąc, że jeśli okaże się, że szczepionka działa, to wszystkie kraje Unii będą otrzymywać szczepionki według sprawiedliwego podziału. Wszyscy niecierpliwie zaś czekają na 18 stycznia 2021 r., którą to datę Premier wskazał w swym przemówieniu jako dzień, w którym do Polski przybędą pierwsze dostawy szczepionek. Najbardziej sceptyczni proszą o podanie godziny szczepienia, gdyż na ten dzień mają wyznaczony termin odbioru pierwszego, narodowego, polskiego samochodu elektrycznego.

W dyskusjach pojawił się też temat ferii zimowych dla dzieci wywołując potężne, społeczne i gospodarcze  zamieszanie. Jednego dnia Premier zamykał górskie kurorty i wyciągi narciarskie, by następnego dnia sadzać do negocjacji z branżą narciarską wiceministra… mającego znaczące udziały w sieci wyciągów, by na koniec wicepremier mógł ogłosić (znowu sukces!), że narty jednak będą, choć na pewno nie w takim wymiarze jak to sobie wszyscy wyobrażają z lat poprzednich. Niebywałe zamieszanie i nieuzasadnione obostrzenia wciąż jednak zadziwiają. Czemu nie możemy popatrzeć na to, jak robią to inni? Może lepiej?

Obok tematu ferii na boku został gdzieś temat, dużo bardziej ważki: dzieci przez blisko miesiąc mają być pozbawione kontaktu ze szkołą i nauką – nawet wirtualnego. To problem, którego niestety nikt dzisiaj nie zauważa: hodujemy sobie roczniki niedouczonych, źle wyedukowanych młodych ludzi, których szanse po latach na konkurowanie na rynku pracy, usług, nauki drastycznie właśnie maleją. Niestety nowy minister edukacji nie ma na to remedium bo ma na wokandzie niestety inne priorytety.

Zakończył się też (przynajmniej formalnie) festiwal niekompetencji związany z instytucjami, których rola i funkcjonowanie wydawałoby się w pandemii rzeczą kluczową. Chodzi o GiS i Sanepid. Czy rzeczywiście potrzeba było „audytu” danych wykonanego społecznie przez maturzystę, by wykazać czarno na białym błędy i nieprecyzyjne mówiąc delikatnie operowanie danymi o chorych na COVID-19? Gdzie się podziały 22 tysiące przypadków? To nie jest liczba do pominięcia, którą powołana do sprawnego raportowania tak kluczowych danych instytucja „zagubiła” gdzieś przy ręcznym wpisywaniu danych do kajetu. Szef GiS zapłacił za to posadą, ale czy to uzdrowi instytucję?

I w końcu na fali błędów GiS pojawił się temat zaufania, kardynalnego elementu skutecznego komunikowania do społeczeństwa. Patrząc na wszystkie wątki, o których piszę powyżej, trudno zaufać, że mamy do czynienia z profesjonalną, zgraną drużyną stanowiącą sztab kryzysowy największego załamania społecznego i gospodarczego od czasu upadku komunizmu. Propaganda może być skuteczna gdy szwy, którymi się ją fastryguje nie wyłażą na wierzch i ich nie widać. 

Aby oczekiwać od społeczeństwa wyrzeczeń, trzeba zarówno tłumaczyć po co, ale i dlaczego mają te wyrzeczenia ponosić. W narracji cały czas brakuje celu – do czego zmierzamy. Bo, że nie wrócimy do sytuacji sprzed COVID-19 wiemy już wszyscy aż za dobrze. Ponadto nie widać na horyzoncie nikogo, żadnego autorytetu, który mógłby to zaufanie przywrócić. Czeka nas mozolna, długa droga przez krew, pot i łzy. Pytanie „czy leci z nami pilot?” jest niestety retoryczne.

Grzegorz Ziemniak
Partner, Instytut Zdrowia i Demokracji

« Powrót

 

Institute of Health and Democracy

Copyright © Instytut Zdrowia i Demokracji 2014-2021

Proszę czekać...