Jarosław Kaczor

Dziś bal na Titanicu trwa, zmieniają się polityczne tematy, stołki, opinię publiczną rozgrzewają podsłuchy. Tymczasem w szpitalach trwa cicha walka i wyścig z czasem. Już nikt nie klaszcze bohaterom, zostawiliśmy ich z tymi, którzy zsuwają się z pokładu.

 REKOMENDOWANE, COVID-19, Ład organizacyjny, Opinie, Wartość publiczna, Zdrowie publiczne

Podsumowanie roku 2021 – bohaterowie są zmęczeni… i samotni.


UDOSTĘPNIJ
mailtwitterFacebooklinkedinmailtwitterFacebooklinkedin

Dziesięć autokarów pędzących na ścianę, sześć Tupolewów, sześćset trumien – politycy w ostatnich dniach 2021 roku prześcigają się wprost w budowaniu obrazowych porównań, które w namacalny sposób mogłyby oddać dzienne statystyki ofiar pandemii. Przyznam, że i ja przed wystąpieniami w mediach szukam w głowie nowych słów, które mogłyby przebić coraz grubszą barierę społecznej obojętności. Skąd bierze się to niewytłumaczalne znieczulenie na codzienną tragedię? Czemu te obrazy nie działają na naszą wyobraźnię? Te pytania zadajemy sobie codziennie. Przecież już każdy z nas stracił kogoś z rodziny, przyjaciela, sąsiada.

W licznych podsumowaniach mijającego roku, które śledzę w popularnych telewizjach, epidemia wymieniana jest na pierwszym miejscu. Z powierzchni Polski wskutek nadmiarowych zgonów związanych z nią bezpośrednio lub pośrednio zniknęło już nie miasteczko, ale średniej wielkości miasto. Pod tym względem Polska zaczyna przodować w niechlubnych statystykach nie tylko europejskich, ale również światowych. To wyraz kompletnej abdykacji rządu z podstawowego obowiązku, jakim jest dbanie o życie i zdrowie obywateli.

Tymczasem w świeżym badaniu United Surveys dla RMF i “Dziennika Gazety Prawnej” wśród oczekiwań Polaków na rok 2022 przodują kolejno: zmniejszenie inflacji – 43%, polepszenie stosunków z UE i zmniejszenie podatków – po ok. 30%. Kwestie związane z epidemią obstawiają doły stawki na poziomie 4-5% i dotyczą wyłącznie stopnia obostrzeń. Titanic nabiera wody, a my martwimy się głównie o ceny kanapek w kantynie. Jasne, bliższa ciału koszula, ale to spowszednienie pandemicznego dance macabre sprawia, że rządzący nie czują żadnej presji do podjęcia odważnych i zdecydowanych działań.

Czemu się tak dzieje? Badacze i publicyści już po pierwszej fali i uciążliwym lockdownie wskazywali na mechanizmy wyparcia i chęć szybkiego zapomnienia o trudnym okresie. Brutalny w swojej szczerości jest w tej sprawie prof. Czapiński w rozmowie z Jackiem Żakowskim na łamach “Polityki”:

Nie boisz się respiratora?

Nie mam powodu się bać, bo jestem potrójnie szczepiony. A niezaszczepieni nie traktują wirusa poważnie, więc też się nie boją. Nie ma w Polsce strachu przed covidem.

Ja się boję, że jeszcze wiele osób niepotrzebnie umrze.

Mało kto tak myśli. Polacy boją się o siebie i najbliższych. Jedni najbliższych szczepią, a drudzy uważają, że nic im nie grozi. Każdy ma to, czego chce. Ogromna większość doskonale sobie w tej sytuacji radzi albo ma takie poczucie.

Ponad miesiąc temu, 24 listopada, kiedy zaczęła wzrastać czwarta fala zachorowań, odbyło się zamknięte spotkanie w gabinecie Marszałek Witek poświęcone propozycjom szybkich kroków w celu zapobieżenia katastrofie. Jako szefowie klubów i kół opozycyjnych domagaliśmy się na nim przedstawienia rządowego projektu ustawy, nad którym moglibyśmy pracować w przyspieszonym tempie. Przynieśliśmy na to spotkanie wiele pomysłów skonsultowanych ze środowiskiem medycznym – żaden z nich prócz Funduszu Kompensacyjnego do dziś nie został wdrożony. Wobec paraliżu woli strony rządowej, chcieliśmy choć umożliwić skuteczne działania Polakom, którzy – jak pokazał to początek epidemii w 2020 roku – potrafią samoorganizować się wobec zagrożenia. I nawet tego nie udało się zapewnić. Dotąd fryzjer, dyrektorka szkoły, księgarz czy pracodawca nie mają skutecznej podstawy prawnej do sprawdzania certyfikatów covidowych.

 

Mam przed oczami jeszcze jeden obraz z 2021 roku, kiedy latem odwiedzałam Białe Miasteczko 2.0 w Alejach Ujazdowskich. Kiedyś, 14 lat temu, po nocy składałam “Białego Kuriera” dla pierwszego miasteczka, które postawiły tam pielęgniarki. Teraz szłam do medyków jako posłanka przygotowana na wiele trudnych pytań. Rzuciła mi się w oczy obojętność, z jaką mijali je zmierzający do Łazienek spacerowicze. Dziś bal na Titanicu trwa, zmieniają się polityczne tematy, stołki, opinię publiczną rozgrzewają podsłuchy. Tymczasem w szpitalach trwa cicha walka i wyścig z czasem. Już nikt nie klaszcze bohaterom, zostawiliśmy ich z tymi, którzy zsuwają się z pokładu.

Hanna Gill-Piątek, Przewodnicząca Koła Parlamentarnego Polska 2050


O Autorze

Jarosław Kaczor

Posłanka Hanna Gill-Piątek


  • posłanka na Sejm IX kadencji
  • Przewodnicząca Koła Parlamentarnego Polska 2050

  • Tematy naszych publikacji:


     


    Słowa kluczowe

    Otrzymuj informacje od IZiD
    ikona ikona ikona