Tomasz Zieliński

Żaden kraj na świecie nie jest gotowy na nagły przyjazd kilku milionów osób i zapewnienie im bez przeszkód opieki medycznej. Natomiast pytanie, jak szybko państwo potrafi się do takiej sytuacji dostosować, wymaga odpowiedzi.

E-zdrowie, Finansowanie, Ład organizacyjny, Opinie, POZ, Reformy, Wartość publiczna, Zdrowie publiczne

Polacy dostosowali się do przyjmowania uchodźców dość szybko, rządzący działają zbyt wolno

Tomasz Zieliński | 09.03.2022

UDOSTĘPNIJ
mailtwitterFacebooklinkedinmailtwitterFacebooklinkedin

Żaden kraj na świecie nie jest gotowy na nagły przyjazd kilku milionów osób i zapewnienie im bez przeszkód opieki medycznej. Natomiast pytanie, jak szybko państwo potrafi się do takiej sytuacji dostosować, wymaga odpowiedzi. W Polsce społeczeństwo pokazało, że potrafi się dostosować dość szybko. Obywatele, środowisko medyczne udzielają uchodźcom pomocy – tuż po przyjeździe pierwszych uchodźców byliśmy gotowi, żeby pomagać i pomagamy do dzisiaj. Natomiast rządzący działają zbyt wolno. To, że dopiero teraz mamy projekt ustawy, który jest procedowany w Sejmie i pewnie dopiero po dwóch tygodniach od rozpoczęcia wojny będzie gotowa legislacja niezbędna do obsługi formalnej uchodźców, to moim zdaniem za długo. Ustawa określająca status uchodźców i prawa, które zagwarantujemy im jako kraj, jest oczywiście dużą ustawą i wymagała z pewnością wielu konsultacji, natomiast w zakresie zdrowia można było działać szybciej wdrażając odrębną ustawę.

W ramach ochrony zdrowia potrzebujemy kilku elementów. Pierwsza sprawa, z czym obecnie najczęściej zgłaszają się pacjenci – uchodźcy, to kwestia recept, czyli możliwości wystawienia recepty, w tym recepty refundowanej. Osoby chore przewlekle, uciekając z Ukrainy, część leków wzięły ze sobą, ale wiemy, że uchodźcy nie mieli możliwości zabrania dużej ilości rzeczy, wzięli to, co najpotrzebniejsze, a wśród tych rzeczy na pewno nie ma zapasów leków. Chodzi o kwestię uregulowania możliwości wystawiania recept. Tekst ustawy już przewiduje uznanie uchodźców za uprawnionych do świadczeń zdrowotnych, więc daje możliwość wystawienia recepty, natomiast nie rozstrzyga co zrobić w sytuacji, kiedy nie mamy dokumentacji medycznej potwierdzającej rozpoznanie u danego pacjenta. Tutaj nie mamy ścieżki diagnostycznej, tak jak u każdego pacjenta. Musimy więc zaufać uchodźcom, a lekarz powinien tylko uprawdopodobnić informacje uzyskane od pacjenta, a nie prowadzić pełną diagnostykę. Potrzebne jest zatem formalne uznanie, że nie musimy odtwarzać całej dokumentacji medycznej pacjenta.

Druga sprawa to kwestia szczepień ochronnych. Na Ukrainie wykonuje się mniej szczepień – zarówno przeciw COVID 19, jak i szczepień obowiązkowych u dzieci. Musimy więc jak najszybciej je uzupełnić według polskiego kalendarza szczepień. Polskie prawo mówi, że programowi szczepień obowiązkowych podlega obcokrajowiec, jeżeli przebywa w Polsce powyżej trzech miesięcy. Nie powinniśmy jednak czekać aż miną te trzy miesiące, ale wcześniej uzupełniać szczepienia. Co prawda jest komunikat Ministerstwa Zdrowia, który mówi, że możemy szczepić uchodźców, natomiast jako świadczeniodawca, jako lekarz wolałabym mieć do dyspozycji przepis prawa, a nie komunikat ministerialny.

Kolejny etap to wyszukanie osób, które potrzebują opieki czy szczepień, bo nie mamy rejestru uchodźców. Jeśli pacjenci sami zgłoszą się na szczepienie, to oczywiście będzie taka możliwość, ale równie dobrze mogą się nie zgłaszać. Dziecko, które rodzi się w Polsce, ma zakładaną kartę szczepień w szpitalu, po czym po wypisie ze szpitala krata trafia do podmiotu podstawowej opieki zdrowotnej.  Jeżeli rodzice przenoszą dziecko do innej poradni, to karta wędruje za nim. Zawsze jest więc nadzór nad tym kto jest zaszczepiony, a kto nie. Natomiast w przypadku uchodźców, nie wiemy, ile dzieci wjechało do Polski, nikt nad tym nie sprawuje nadzoru. Potrzebny jest system, który pozwoli zweryfikować, czy dzieci zostały zaszczepione. Weryfikacja będzie dość skomplikowana, bo wiele dzieci nie ma żadnej dokumentacji szczepień – część dlatego, że nie została zaszczepiona, część dlatego, że uciekając przed wojną, rodzice nie zabrali ze sobą dokumentacji szczepień. To będzie wymagało ułożenia indywidualnego kalendarza szczepień i czasu, dlatego potrzebujemy wsparcia m.in. w postaci personelu. W mojej ocenie powinniśmy uzyskać pomoc w postaci asystentów, koordynatorów tego procesu, którzy później zajęliby stanowiska koordynatorów w opiece koordynowanej w POZ, kiedy już opanujemy sytuację z dziećmi ukraińskimi. Te same osoby można wykorzystać także do wyszukiwania uchodźców chorych na choroby przewlekłe, którzy, jeśli nie zaczną leczenia, będą trafiać do szpitali, gdzie koszt opieki będzie wyższy, a ponad to będą blokowane miejsca w szpitalach. Ze względu na pandemię koronawirusa mamy duże problemy z dostępem do zabiegów czy operacji. Gdy pandemia zacznie wygasać, chcielibyśmy uzupełnić te zaległości, ale istnieje ryzyko, że te miejsca zajmą osoby z Ukrainy, które nie będą leczone, bo nie wiedzą, gdzie udać się do lekarza. I tu potrzebna jest współpraca państwa, podmiotów medycznych po to, by dotrzeć do tych pacjentów zanim pogorszy się ich stan. Sugeruję, by rozważyć pomysł wprowadzenia czegoś na kształt mini bilansu zdrowia. Nie chodzi o to, by u każdego przeprowadzać pełną diagnostykę, bo nie mamy takich możliwości, ale o szybkie zweryfikowanie czy pacjent ma choroby przewlekłe. Jeśli nie, to należy traktować go jak każdego innego pacjenta – jeśli się źle poczuje, to zgłosi się do lekarza. Natomiast, jeśli leczył się na choroby przewlekłe, to należy zweryfikować, czy posiada leki – jeśli nie, to należy mu te leki wypisać i objąć stałym nadzorem.


O Autorze

Tomasz Zieliński

Tomasz Zieliński


  • Prezes Lubelskiego Związku Lekarzy Rodzinnych – Pracodawców
  • Wiceprezes Federacji Związków Pracodawców Ochrony Zdrowia Porozumienie Zielonogórskie

  • Tematy naszych publikacji:


     


    Głos ekspertów

    Słowa kluczowe

    Otrzymuj informacje od IZiD
    ikona ikona ikona