Arch. wł.

Protest to szansa na poważną rozmowę o zmianie systemu ochrony zdrowia i nowym modelu pracy medyków zatrudnionych w systemie publicznym.

 REKOMENDOWANE, Dialog społeczny, Dostępność świadczeń, Finansowanie, Ład organizacyjny, Opinie, Reformy, Wartość publiczna, Zdrowie publiczne

Protest to szansa na poważną rozmowę

Maria Libura | 16.09.2021

UDOSTĘPNIJ
mailtwitterFacebooklinkedinmailtwitterFacebooklinkedin

Protest jest oczywiście politycznym i wizerunkowym wyzwaniem dla strony publicznej, ale może też stać się zaproszeniem do nieco innej rozmowy. Choć postulatów finansowych nie da się zrealizować z dnia na dzień, to obrazują one całkiem realistycznie, jaka jest skala niedofinansowania sy-stemu ochrony zdrowia, co ma walor edukacyjny. 

Rząd staje przed dylematem, czy kolejny raz zdecydować się na znaną z ostatnich 30 lat strategię przygaszenia pożaru, czy wykorzystać potencjał protestu przedstawicieli zawodów medycznych do wzmocnienia systemu publicznego; protestujący wyraźnie sygnalizują, że chcą pracować w pu-blicznym systemie ochrony zdrowia. Co ważne, postulaty protestujących dotyczą doniosłych kwestii pozafinansowych: poprawy warunków i bezpieczeństwa pracy w sektorze publicznym. Szczególne znaczenie ma kwestia bezpieczeństwa pacjenta, ograniczenia godzin pracy medyków i reorganizacji systemu. Mamy pracowników, którzy wyraźnie deklarują –„chcemy pracować w sektorze publicznym, ale na innych zasadach”. To duża wartość protestu i doskonała okazja, by taką rozmowę na poważnie podjąć. 

Jeden z postulatów mówi o lekarzu jako funkcjonariuszu publicznym, co jest o tyle interesujące, że wydaje się on stać w sprzeczności z niechęcią wielu protestujących do określenia „służba zdrowia”. To określenie nie kojarzy się ze sprawnym i sprawiedliwym systemem, a jedynie z jednostronnym „szantażem etosem”, gdy od medyków, traktowanych jak pracujący na własne ryzyko najmici, w sytuacjach kryzysowych oczekuje się ofiarności. Protest jest okazją, żeby porozmawiać o tym, do czego model etosowy zobowiązuje stronę publiczną. Rozumienie ochrony zdrowia jako służby publicznej, zwłaszcza w kontekście pandemii i narastających braków kadrowych, wydaje się sensownym podejściem, wymagałoby jednak od strony publicznej dużych zmian, przede wszystkim zaprzestania praktyki oszczędzania na kosztach pracy. Pokazał to świetnie protest ratowników medycznych. Ratownicy pracujący w publicznym systemie ratownictwa medycznego są często zatrudniani na umowy cywilnoprawne, wielu prowadzi jednoosobową działalność gospodarczą. Czy rzeczywiście ratownik, który jedzie do zawału, jest przedsiębiorcą? Czy przedsiębiorca może być funkcjonariuszem publicznym? Dzięki protestowi do szerszej opinii publicznej docierają takie niespójności, od których wręcz roi się w systemie. Bycie funkcjonariuszem publicznym lepiej zresztą oddaje charakter pracy ratownika medycznego w podstawowym systemie zabezpieczenia szpitalnego, ale to powinno pociągać za sobą zatrudnienie na umowę o pracę, a więc i wyższe koszty pracodawcy, których obecnie strona publiczna nie musi ponosić.

Istotnym czynnikiem, który doprowadza do wypalenia zawodowego pracowników zawodów medycznych jest ponadnormatywny wymiar czasu pracy. Przez lata relatywnie niskie zarobki za godzinę zachęcały, a nawet zmuszały, do nadgodzin i zatrudnienia w kilku placówkach. W efekcie wytworzył się mechanizm, który pozwalał do pewnego momentu maskować braki kadrowe, dziś jednak grozi wprost bezpieczeństwu pacjentów i zmęczonego personelu medycznego. Znaczące podwyżki płac de facto będą oznaczać, że system zapłaci więcej po to, żeby ludzie mogli pracować mniej. Ale co zrobić z niedoborami kadrowymi? Natychmiast pojawia się pytanie o to, jak przekształcić system tak, aby przy obecnych zasobach kadrowych możliwe było zaspokojenie potrzeb zdrowotnych społeczeństwa. 

Stronę publiczną czeka zatem duża praca mająca na celu przebudowę systemu i nie jest to praca na tydzień, czy na dwa. Trzeba ją wykonać w porozumieniu z zawodami medycznymi, a protest paradoksalnie może być szansą na zmiany. Bez tego wzrosty nakładów nie dadzą oczekiwanych efektów, pozostając narzędziem wyciszania politycznie trudnych sytuacji.

Oczywiście wypracowanie konkretnych rozwiązań nie będzie proste dla żadnej ze stron, ujawni też rozbieżne wizje i interesy różnych grup, które w drodze trudnych czasem kompromisów trzeba będzie pogodzić. Nie jest przypadkiem, że nawet stary pomysł na wzmocnienie podstawowej opieki zdrowotnej po to, by w sposób bardziej kompleksowy zajmowała się pacjentami, odciążając częściowo ambulatoryjną opiekę specjalistyczną, która jest wąskim gardłem systemu, nie może doczekać się wcielenia w życie. Jednocześnie protest to doskonały moment, by wykorzystać energię medyków, rozpisać różne scenariusze. Protest jest szansą, by o tego typu problemach zacząć mówić na przykładzie konkretnych rozwiązań. Zamiast rozmawiać wyłącznie o płacach, należy powiązać planowany wzrost wynagrodzeń ze zmianą modelu pracy. Same podwyżki bez głębokiej reformy nie przełożą się na bardziej dostępny dla pacjentów system.


O Autorze

Arch. wł.

Maria Libura


  • Ekspert Centrum Analiz Klubu Jagiellońskiego ds. zdrowia
  • kierownik Zakładu Dydaktyki i Symulacji Medycznej Collegium Medicum Uniwersytetu Warmińsko-Mazurskiego w Olsztynie
  • wiceprezes Polskiego Towarzystwa Komunikacji Medycznej
  • członek Rady Ekspertów przy Rzeczniku Praw Pacjenta

  • Tematy naszych publikacji:


     


    Głos ekspertów

    Słowa kluczowe

    Otrzymuj informacje od IZiD

    Adres e-mail będzie wykorzystywany zgodnie z Polityką Prywatności dostępną pod adresem https://www.izid.pl/polityka-prywatnosci/ wyłącznie do przesyłania Ci naszego newslettera oraz informacji o działalności Instytutu Zdrowia i Demokracji.

    ikona ikona ikona